Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trombofilia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trombofilia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 sierpnia 2012

Trombofilia znów o niej.

Dziś odebrałam wyniki przeciwciał antykardiolipinowych i znów wynik dodatni, a myślałam że jednak się ich pozbyłam :(  Oprócz mojej trombofili są i one.
 W ciąży brałam zastrzyki do brzucha całe 9 miesięcy, aby rozrzedzić krew i pomóc oddychać Natalce, żeby się udało utrzymać ciążę, po dwóch wcześniejszych poronieniach musiałam przetrwać, ale o tym wszystkim już pisałam wcześniej.
Zastrzyki pomogły mi się pozbyć tych wszystkich złych wyników, po ciąży też miało być ok, brałam acard i myślałam że moja "krew dojdzie do normy", zamiast zespołu antyfosfolipidowego, zostanie tylko Trombofilia, a w papierach nie będzie pisało 4 - krotne ryzyko zakrzepicy żył głębokich (rzadziej tętniczych) jako skutek zaburzeń w układzie krzepnięcia, groźna dla mojego zdrowia.

Na mój wyjazd za granicę nie zabrałam acardu, zapomniałam i olałam to że go nie mam, wróciłam do Polski i dalej go olewałam. Z ciekawości zrobiłam badania, a wyniki kiepskie :(
Jednak acard pomaga,(acard rozrzedza krew ) muszę go brać do końca życia, a lekarz mi powiedział że mam szczęście że wiem o tej mojej chorobie z którą się wiąże, nie tylko zakrzepica żylna ale np  zatorowość płucna, udar mózgu czy zawał serca.

Zastanawiam się tylko gdyby nie chęć drugiego dziecka, kolejne poronienia i moje nie poddawanie się i walka aby dowiedzieć się jaka jest tego wszystkiego przyczyna, nigdy bym się nie dowiedziała że mam przewlekłą chorobę Trombofilię wrodzoną, czyli urodziłam się z nią.
Czy Wasz lekarz ginekolg zlecił zrobienie badań w kierunku nieprawidłowego krzepnięcia krwi?
Przecież dziecko nie otrzymuje wystarczającej ilości tlenu, do tego żeby poprostu przeżyło.
Mało która z nas wie, że hormony jak np środki antykoncepcyjne, czy palenie papierosów  może być przyczyną zaburzeń krzepnięcia krwi, a to naprawdę poważna sprawa. Ja mam zakaz używania wszelakich hormonów.
Pierwsze dziecko Emilkę urodziłam w wieku 25 lat, wówczas jeszcze młody organizm walczył z chorobą i całe szczęście że nic się nie stało w trakcie całej ciąży i w czasie porodu, wtedy nic nie wiedziałam o chorobie, Natalkę zaś urodziłam w wieku 35 lat i 10 lat wystarczyło, aby wszystko się zmieniło.


Mimo wszystko czuję się doskonale i nie wiem jak tam sobie moja krew w środku mnie płynie i co się z nią dzieje, musze poprostu to wszystko kontrolować i jestem jeszcze na tyle młoda jak tłumaczy lekarz że objawów nie ma, oczywiście oprócz moich poronień. Na tyle się czuję bezpiecznie, że wiem o tej chorobie i biorę lekarstwa, które mam nadzieję uchronią mnie o tego wszystkiego.



wtorek, 5 czerwca 2012

Trombofilia cd

Już na początku mojej ciąży, mając Natalkę w brzuszku, chociaż jeszcze wtedy nie wiedziałam  że będzie to dziewczynka, zaczęłam  krwawić, mimo że dostawałam już zastrzyki do brzucha na rozrzedzenie krwi.
Trafiłam do szpitala gdzie  zbadał mnie jakiś lekarz-kat, któremu po nocach się nie chciało już nic robić, powiedział lekceważąco, że są małe szanse są na ratowanie czegokolwiek, a krew jeszcze intensywniej spływała mi po nogach. Byłam przerażona, pomyślałam że to już koniec, po dwóch wcześniejszych poronieniach, miałam chwilę załamania, zrezygnowania, pomyślałam jak to przecież miało wszystko się ułożyć.
Pragnęłam mieć dziecko, pragnęłam dać je Jurkowi, który nie miał swoich dzieci, mimo że moją Emilkę traktował jak swoją córkę, chciałam żeby miał pierworodne, on również.
Zostałam sama w szpitalu, całą noc płakałam i nie potrafiłam się uspokoić!
Byłam w takim tygodniu ciąży, gdzie serduszko dziecka jeszcze nie biło, albo już nie biło.
Te chwile niepewności były najgorsze, najstraszniejsze w moim życiu, jednak po trzech dniach na badaniu usg coś drgnęło, to było sedruszko mojej córeczki, wróciła mi nadzieja, choć nadal miałam obawy, czy coś się jeszcze stanie, najbardziej bałam się chodzić do ubikacji, czy czasem nie krwawię.
Wróciłam do domu, ale byłam stale pod obserwacją mojej cud lekarki, która mnie wspierała.
Potem kiedy dowiedziałam sie z usg, że noszę małą dziewczynkę, cieszyłam się bardzo a Jurek, chodził cały dzień dumny i szczęśliwy.
Jednak zawsze kiedy jechałam do mojej lekarki i miałam badania usg, ogarniał mnie lęk, czy oby napewno przepływ krwi był prawidłowy, czy nie robią się skrzepy i czy nic nie jest Natalce.
Miesiąc przed rozwiązaniem musiałam się położyć w szpitalu, ponieważ 3 razy dziennie miałam sprawdzane ktg, jest to bardzo ważne przy trombofili.
Szpital był oddalony 100 km od mojego  miejsca zamieszkania, bo tak daleko znalazłam dobrego fachowca, moją cud lekarkę, ale Jurek przyjeżdżał do szpitala  codziennie.
Poród był naturalny, gdyż było mniejsze ryzyko krwotoku niż przy cesarskim cięciu, (przy zaburzeniach krzepnięcia krwi można się wykrwawić)
Jurek oczywiście był przy mnie, a na świat przyszła zdrowa piękna Nasza Natalka.

niedziela, 3 czerwca 2012

Trombofilia

We wcześniejszym poście pisałam o przeciwciałach antykardiolipinowych, które posiadam i o których dowiedziałam się gdy po raz kolejny poroniłam. Dziś chciałam skończyć o co dokładnie chodzi.
A więc kiedy dowiedziałam się że mam złe wyniki p/c anty, nie wiedziałam co z nimi zrobić do kogo się udać i kto mi może pomóc.
Przeszłam przez wielu lekarzy, którzy uwierzcie za dużo na ten temat mi nie powiedzieli i nie wyjaśnili.
Miałam z Jurkiem również wykonane badania genetyczne tzw chromosomy xx i xy, przy okazji tych badań Pani doktor widząc moje złe wyniki w/w przeciwciał, zaleciła wykonanie mutacji Leiden i protrombiny (pewnie wam to nic nie mówi, bo faktycznie same nazwy są trudne, i nie mam zamiaru za dużo się o nich rozpisywać)ale wynik również mnie zaskoczył.

Okazało się że mam trombofilię wrodzoną czyli choroba zakrzepowo-zatorowa występuje w dwóch postaciach klinicznych: zakrzepicy żył głębokich i zatorowości płucnej. Charakteryzująca się zwiększoną skłonnością do powstawania zakrzepów, spowodowaną zaburzeniami w układzie krzepnięcia krwi, a mam również te nieszczęsne pcieciwciała antykardiolipionowe, to moje ryzko do powstawania zakrzepów jest podwójne.

W skrócie kiedy byłam w ciąży już pod koniec drugiego miesiąca zaczynałam krwawić, a działo się to ze wzglądu na to że nie było przepływu tlenu do zarodka, bo krew za szybko krzepła, zarodek nie miał szanas żeby przeżyć, gdybym tego nie wyjaśniła każda ciąża kończyłaby się niepowodzeniem.

Nie poddawałam się, znów słyszałam żeby nie ryzykować, że po co, że boją się o mnie i co może się stać?
Szukałam wszędzie dobrego ginekologa, nie ufałam takim którzy udawali że wiedzą o co chodzi, a tak naprawdę nie wiedzieli, mieli małe pojęcie o tym jak prowadzić i utrzymać ciąże.

Znalazłam! Violeta Skrzypulec ginekolog, endokrynolog, seksuolog, kobieta która dała mi nadzieję, której od razu zaufałam, która otoczyła mnie opieką, która dużo wyjaśniła i pomogła.

Codziennie musiałam dostawać zastrzyki w brzuch z heparyny,w odpowiednich dawkach, żeby mieć prawidłowy przepływ krwi, aby zarodek, a potem dziecko otrzymywało tlen.
Wydaje się proste i nieskomplikowane, bo w ciąży czułam się znakomicie, nic mi nie dolegało, nie bolało, nie miałam przedwczesnych skurczów, a jednak ryzyko było bo wszystko mogło się zdarzyć, bo zastrzyki z heparyny mogły nie pomóc, i nie chodzi tu tylko o początek, ale również o koniec ciąży.

Na tym skończę i dokończę jutro, jest już bardzo późno.