niedziela, 3 czerwca 2012

Trombofilia

We wcześniejszym poście pisałam o przeciwciałach antykardiolipinowych, które posiadam i o których dowiedziałam się gdy po raz kolejny poroniłam. Dziś chciałam skończyć o co dokładnie chodzi.
A więc kiedy dowiedziałam się że mam złe wyniki p/c anty, nie wiedziałam co z nimi zrobić do kogo się udać i kto mi może pomóc.
Przeszłam przez wielu lekarzy, którzy uwierzcie za dużo na ten temat mi nie powiedzieli i nie wyjaśnili.
Miałam z Jurkiem również wykonane badania genetyczne tzw chromosomy xx i xy, przy okazji tych badań Pani doktor widząc moje złe wyniki w/w przeciwciał, zaleciła wykonanie mutacji Leiden i protrombiny (pewnie wam to nic nie mówi, bo faktycznie same nazwy są trudne, i nie mam zamiaru za dużo się o nich rozpisywać)ale wynik również mnie zaskoczył.

Okazało się że mam trombofilię wrodzoną czyli choroba zakrzepowo-zatorowa występuje w dwóch postaciach klinicznych: zakrzepicy żył głębokich i zatorowości płucnej. Charakteryzująca się zwiększoną skłonnością do powstawania zakrzepów, spowodowaną zaburzeniami w układzie krzepnięcia krwi, a mam również te nieszczęsne pcieciwciała antykardiolipionowe, to moje ryzko do powstawania zakrzepów jest podwójne.

W skrócie kiedy byłam w ciąży już pod koniec drugiego miesiąca zaczynałam krwawić, a działo się to ze wzglądu na to że nie było przepływu tlenu do zarodka, bo krew za szybko krzepła, zarodek nie miał szanas żeby przeżyć, gdybym tego nie wyjaśniła każda ciąża kończyłaby się niepowodzeniem.

Nie poddawałam się, znów słyszałam żeby nie ryzykować, że po co, że boją się o mnie i co może się stać?
Szukałam wszędzie dobrego ginekologa, nie ufałam takim którzy udawali że wiedzą o co chodzi, a tak naprawdę nie wiedzieli, mieli małe pojęcie o tym jak prowadzić i utrzymać ciąże.

Znalazłam! Violeta Skrzypulec ginekolog, endokrynolog, seksuolog, kobieta która dała mi nadzieję, której od razu zaufałam, która otoczyła mnie opieką, która dużo wyjaśniła i pomogła.

Codziennie musiałam dostawać zastrzyki w brzuch z heparyny,w odpowiednich dawkach, żeby mieć prawidłowy przepływ krwi, aby zarodek, a potem dziecko otrzymywało tlen.
Wydaje się proste i nieskomplikowane, bo w ciąży czułam się znakomicie, nic mi nie dolegało, nie bolało, nie miałam przedwczesnych skurczów, a jednak ryzyko było bo wszystko mogło się zdarzyć, bo zastrzyki z heparyny mogły nie pomóc, i nie chodzi tu tylko o początek, ale również o koniec ciąży.

Na tym skończę i dokończę jutro, jest już bardzo późno.

12 komentarzy:

  1. Ale na szczęście się udało!:) Nie poddałaś się, walczyłaś i masz swoje cudo:) Dla mnie często kobiety są bohaterkami, które pomimo strachu, złych wspomnień, lęku walczą do końca, nie poddają się dzięki czemu mamy tyle cudownych dzieci na świecie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dokładnie to samo miałam z zastrzykami.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam 50 lat w tym roku dowiedziałam się że mam trombofilie.Nie miałam żadnych poronień.Urodziłam troje dzieci bez komplikacji.Niestety dzieci też odziedziczyły po mnie chorobę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Olu jestem w szoku ile musiałaś przejść zresztą wspólnie z mężem aby cieszyć się Dziećmi. Fajnie, że o tym napisałaś, bo na pewno jest więcej osób które mogą mieć coś podobnego nawet o tym nie wiedząc. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo współczuję trombofilii ale widzę że jesteś dzielną kobietą i doskonale sobie dajesz z tym radę. Dużo zdrówka życzę. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. witam mam 31 lat i w ciąży nie miałam większych komplikacji oprócz mięśniaka 10cm. Mój synek urodził się 07.03.2013r. z zakrzepicą żyły nerkowej lewej i wieloma innymi schorzeniami. Po długim pobycie w szpitalu i po badaniach na hematologii stwierdzono u niego trombofilię wrodzoną. Teraz ma 8 miesięcy i codziennie od urodzenia robię mu zastrzyki z heparyny drobnocząsteczkowej w brzuch i czekamy na usunięcie lewej nerki, która zrobiła się marska. pomimo ciągłych wizyt w klinikach i ciągłych komplikacjach mój synek jest wesoły i rozwija się prawidłowo :) serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Olu pozdrawiam Cię serdecznie, ja przeszłam podobną drogę do Ciebie, również jestem nosicielką mutacji V Leiden, doczekałam na heparynie dwójki dzieci, wiem jaka trudna to droga, cieszę się że o tym piszesz.
    Trafiłam tu natomiast szukając juz informacji -co po ciąży z czynnikiem Leiden..
    Czy stosujesz jakąś profilaktykę pzakrzepową na stałe?
    Mam propozycję od hematologa leków na stałe ale trochę się boję.
    Napisz mi proszę czy badałaś dzieci pod tym kątem?
    Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam Cię Agnieszko sedrecznie,
      cieszę się, że do mnie napisałaś;)
      Ja jestem na etapie brania acardu, który rozrzedza moją krew. Prawdopodobnie mam go brać do końca życia. On mi naprawdę pomaga, bo nie mam spucniętych nóg - a to kiedyś było moją zmorą, jak również w nocy nie mam boleści nóg i ręcę mi nie drętwieję - to jedne z objawów, które mnie męczyły.
      Poza tym acard powoduje u mnie, że p/c antykardiolipinowe mam w normie, kiedy acardu nie biore ( np 2 tygodznie) p/c ponownie są podwyższone. Nie wiem czy Ty masz p/c - nie są konieczne przy trombofilii - ja je mam dlatego moje ryzyko jest podwojone. Acard niesety niszczy żołądek - podobno ;(
      Moim córkom jeszcze nie robiłam badań. Emilka ma już 11 lat - myślałam o ich zrobieniu w wakacje. Na pewno napisze o tym na blogu. Jeśłi chodzi o Natalkę ( 2 i pół roku) z badaniami się jeszcze powstrzymam. Obawiam się jednak, że dziewczynki mogą tą chorobę odziedziczyć ;( Pisze do mnie mnóstwo ludzi, niektóre listy mozna przeczytać na blogu. W większości piszą, że ich dzieci odziedziczyły chorobę. pozdrawiam ciepło!

      Usuń
  8. Ja niesmialo sie przywitam.. trafilam na twoj blog gdy szukalam inf. Na temat trombofilii. Mam 29 lat, z męźem od 2,5 roku staramy się o dziecko. Mam za soba 2 poronienia ohydwa w 6 tygodniu :(( Masa przebytych badan, genetyczne, i dopiero ostatnie badanie na mutacje genow wykazalo trombofilie.Od tego miesiaca zaczynamy monitorowanie cyklu i, starania i podawanie lekarstw.Strasznie sie boje , ale po twoich wpisach widze ze warto walczyc, starac sie tylko czasami po prostu brak mi sil.Dwa poronienia to byl koszmaf. Szpital, zabieg to traumy ktore na zawsze pozostana w mojej pamieci.Zazdroszcze Tobie ze pomimo tych wszystkich przykrosci masz tak oogromna radosc i optymizm. Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie martw się, będzie dobrze, sama się o tym przekonasz ;)
      Teraz kiedy wiesz o trombofilii, mozesz przeciwdziałać poronieniom, pamiętam, żeby zawsze myśleć pozytywnie.
      Kobiety z trombofilią rodzą zdrowe i piękne dzieci.
      Ja zawsze wierzyłam, że będę miała drugie dziecko. Kiedy sie dowiedziałam o trombofilii, oddetchnęłam z ulgą, że w końcu znalazłam przyczynę moich poronień, potem znalazałm cudowną lekarkę, wiedziałam o co w tym wszystkim chodzi i uwierzyłam, że urodzę zdrową już teraz Natalkę ;))

      Usuń
  9. Jestem pod wrażeniem pani osobowości. Właśnie dopiero teraz przeczytałam o pani chorobie przy wolnej chwili - ma pani takie wspaniałe dzieci, a miłość jakimi je pani darzy widać na każdym zdjęciu - w oczach i uśmiechach pani córek :) Ja też miałam kłopoty zdrowotne i nadal je mam po ciąży, też marzę o drugim dziecku, ale jednak potrzebuję jeszcze czasu, pani mi dodaje wiary i odwagi, że jednak się kiedyś jeszcze uda! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za miłe słowa, one też dodają mi otuchy ;)

      Usuń