wtorek, 2 września 2014

Natalka w przedszkolu. Jak to będzie.


Nie wiem od czego zacząć.
Chyba od tego, że jestem w ogromnym stresie. Oczy mokre od łez, ale dlaczego jeśli w przedszkolu nie było tak źle?

W poniedziałek wstałam wcześnie, żeby powoli szykować Natalkę do przedszkola. Był szloch, że tam nie chce iść, ale o tym już dawno wiedziałam i Wam tu pisałam, więc żadna to dla mnie nowość. Emilka, poszła z nami, żeby odprowadzić siostrzyczkę. 
Natalce było raźniej, kiedy obie trzymałyśmy ją za rączkę. O dziwo do przedszkola weszła bez płaczu, w szatni dała sobie zmienić obuwie, siedziała grzecznie na ławeczce i bez słowa przyglądała się innym jak beczą!
W nerwach nie mogłam odszukać szafki Natalki, ale z pomocą Pani udało się. Natalka wciąż spokojna. W salce podobało się jej. Ja byłam wciąż w szoku, ze tak się zachowuje, podejrzewałam ją że będzie ucieczka, kopanie i płacz. Chwilkę bawiłyśmy się razem. Widziałam w jej oczkach niepokój, na każde moje słowo, że "muszę do pracy", "zostaniesz tu na chwilkę", "zaraz wrócę".
Potem ukradkiem wyszłam, kiedy Pani  przejęła zabawę. Podobno trochę płakała, wciąż zapewniając samą siebie, że mama wróci. Potem się bawiła, nawet zjadła ładnie obiadek, a kiedy ją odbierałam była radosna i szczęśliwa. Opowiadała mi jak było fajnie.
Drugi dzień był gorszy, bo od samego rana prosiła mnie, wręcz błagała żeby do przedszkola nie iść. Nie chciała się ubrać, ogólnie nie wiedziała co ze sobą zrobić. Było mi jej bardzo żal, była taka bezbronna i zależna ode mnie. Trzymała moją rączkę, jak nigdy dotąd kiedy idziemy na spacer. Prosiła żeby tam jej nie zostawiać. 
W przedszkolu Pani zabrała mi ją płaczącą, jeszcze w kurtce i adidaskach. Do domu wracałam z czerwonymi oczami. 
Kiedy ją odebrałam była tak samo uśmiechnięta i wesoła jak wczoraj, znowu mi opowiadała jak się bawiła i co zjadła. Pani powiedziała, że płakała tylko rano, a potem było już lepiej. Cieszyłam się, że wszystko w zasadzie jest ok.

Położyłam ją wcześniej, żeby wstała rano bez problemu, zresztą zmęczona wrażeniami myślałam że szybko padnie. Kiedy już miała zasnąć, zaczął się szloch, łzy jak groch i prośby o to, żeby jutro nie iść do przedszkola, że chce zostać w domku z mamą. 
Trwało to chwilkę i zasnęła, ale po godzinie krzyczała przez sen, gdzie jest mama, mamo wróć.. i mimo, że stałam obok i głaskałam jej główkę, krzyk był przerażający. Wymiękłam i płakałam razem z nią po cichu, żeby nie słyszała. 

Mam wrażenie, że Natalka chce odrobić zadanie domowe, chodzi do przedszkola, trzyma fason, a w środku czuje ból. Rozumiecie?
Wczoraj się mocno zdziwiła, że ma na drugi dzień iść do przedszkola. Powiedziała mi - mamo, ale przecież już tam byłam?
Wiem, każdy maluch to przeżywa, a my rodzice razem z nimi.
 Zastanawiam się tylko, dlaczego ten strach, jeśli bawiła się tak świetnie w przedszkolu. Dlaczego ten krzyk, kiedy wydawało mi się, że śpi? Czy Wasze dzieci też tak reagują? Płaczą w domu, proszą, a w nocy nie spią przeżywając swój strach przed przedszkolem?  

W zasadzie nie musi chodzić do tego przedszkola, może zostać ze mną w domu jeszcze pół roku, zanim wrócę do pracy po urlopie wychowawczym, ale jak już pójdę do tej pracy, co wtedy z małą Natalką zrobię ? 


 

Wyniki konkursu organizowanego z markąWedel, ogłoszone są na facebooku. 

65 komentarzy:

  1. Szkoda, że wrzuciłaś ją na głęboką wodę. Musi się czuć tam bardzo obco, bo nie zna pań ani innych dzieci, a Ciebie nie ma w pobliżu. Ostatnio usłyszałam o tak zwanym modelu berlińskim. Sama chciałam zrobić coś podobnego z Kluską, ale nadal nie wybrałam placówki żłobkowej i w zasadzie nie wiem czy dam radę (w naszej okolicy żłobki są prywatne i raczej gorszego sortu).

    Wklejam z gugli:

    Model berliński i jego fazy

    Model berliński dzieli proces oswajania dziecka z przedszkolem na fazy. Przed przyjęciem dziecka do placówki przeprowadza się często szczegółową rozmowę dotyczącą odżywiania, snu i sposobu, w jaki bawi się Twoje dziecko.

    Faza początkowa: model berliński zakłada, że w początkowej fazie odprowadzisz dziecko do przedszkola i zostaniesz z nim w sali przez kilka godzin. Faza trwa trzy dni. Wychowawcy obserwują wtedy Twoje dziecko i powoli zaczynają proponować mu uczestnictwo w zabawach grupowych lub podpowiadają, w co może się bawić. Twoim zadaniem jest dodać dziecku pewności siebie. Pamiętaj, że nie powinnaś zmuszać malucha do zabawy z innymi dziećmi lub oddalenia się od Ciebie. Nie baw się też z innymi dziećmi, ponieważ Twoje musi wiedzieć, że jesteś tam dla niego i tylko jemu poświęcasz uwagę.
    Faza stabilizująca i rozstania: Model berliński traktuje czwarty dzień jako początek kolejnej fazy. Wychowawcy starają się pomóc dziecku podczas jedzenia i zaczynają bawić się z nim, aby budować zaufanie. Twoim zadaniem jest reakcja tylko na sygnały Twojego dziecka. Możesz interweniować, jeśli dziecko nadal nie akceptuje wychowawcy. W pozostałych wypadkach interakcja zachodzi jedynie między wychowawcą a dzieckiem, Ty jej jedynie towarzyszysz.
    Również czwartego dnia następuje pierwsza próba pożegnania. Żegnasz się z maluchem i opuszczasz salę na około pół godziny. Gdyby zaszła taka konieczność, zostaniesz zawołana, dlatego zostań w pobliżu. Reakcja dziecka na pierwsze rozstanie decyduje o długości procesu przyzwyczajania się do przedszkola. Jeśli maluch jest samodzielny i nie cierpi bardzo z powodu rozstania, faza trwa sześć dni. Dziecko pozostaje w przedszkolu w ciągu jej trwania stopniowo coraz dłużej.
    Jeśli jednak Twój maluch po rozstaniu chce iść za Tobą, płacze i nie reaguje na pocieszające słowa wychowawcy, faza oswajania wydłuża się do dwóch lub trzech tygodni.
    Faza końcowa: Model berliński uznaje fazę stabilizującą za zakończoną, kiedy między dzieckiem a wychowawcą zawiąże się pierwsza nić porozumienia emocjonalnego. Maluch może jeszcze protestować, kiedy chcesz go zostawić, ale pozwala wychowawcy się pocieszyć.W fazie końcowej nie zostajesz już z nim w przedszkolu, ale jesteś osiągalna o każdej porze, gdyby jednak relacja dziecka i wychowawcy nie okazała się wystarczająco silna.
    Autor: Natalia Kusto

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może dobrze, że rzuciłam ją na głęboką wodę, sama nie wiem. W zasadzie to ona tam się bawi, cieszy, czasem też popłacze, ale podobno nie jest źle, tylko rano jest wielki szloch, prośby, strach, panika. A najbardziej wystraszyłam się kiedy wczoraj przez sen majaczyła, wołała mnie, krzyczała, była cała spocona. Bałam się po prostu o nią. A ten post napisałam w emocjach.
      Ten model berliński to fajny sposób, niestety nie każde przedszkole coś takiego praktykuje.
      MAm nadzieję, że Tobie uda się coś wybrać, zdecydujesz co zrobić i bedzie dobrze.
      Gdybym chodziła teraz do pracy, pewnie inaczej trakowałabym tą cała sytuacjęz przedszkolem ,zacisłabym zeby i jakoś to znosiła, ja teraz wracając do domu, mam wyrzuty sumienia, że ją tam zostawiam z płaczem, a przecież mogłaby ze mna być w domku. Tylko, że ja w styczniu wracam do pracy

      Usuń
    2. U nas nie było nawet dni adaptacyjnych. Mowy nie ma aby rodzic został z dzieckiem.Sama zauważyłam, że dzieci płaczą widząc inne płaczące dzieci a jak już zobaczą mamę innego maluszka to wyją na akord wszystkie.
      Troszkę to smutne bo można by ten stres jakoś zminimalizować ale nie wszędzie się da.

      Usuń
    3. Popieram Twój wybór . Moim zdaniem dziecko w przedszkolu zyskuje , socjalizuje się z rówieśnikami, nabywa nowych umiejętności , staje się samodzielna co z pewnością zaprocentuje w przyszłości . Moja córka przez pierwsze dwa tygodnie płakała niesamowicie, chwilami była wyrywana z moich rąk przez Ciocie , serce mi pękało ale teraz po już dwuletniej przygodzie z przedszkolem wiem ,że to było dobre. Nadal chodzi raczej niechętnie , wolałaby zostać w domu, wydaje mi się ,że bardziej jest to spowodowane charakterem, ja też byłam domatorem i bardziej typem samotnika- później dopiero mi się odmieniło . Kiedy jednak obserwuję jej postęp , jak między różnymi głupotkami powie coś mądrego - takiego rodem z przedszkola . Dla pocieszenia dodam tylko żebyś była silna bo to minie . Pozdrawiam i trzymam kciuki

      Usuń
    4. Olu ten dzień musiał kiedyś nadejść, może na początek prowadzaj ją 3 dni w tygodniu do obiadu i tak stopniowo powiększaj zakres godzin? nie wiem, co mam Ci doradzić.
      mimo, że nie posłałam Em do p-la, borykam się z myślami, czy dobrze. nie chcę by za rok czuła się gorsza, inna, zagubiona.
      nie ma wyjścia idealnego.
      może poczekaj miesiąc, dwa. jak zobaczysz, że Natalka bardzo się męczy, to po nowym roku nie będzie innego wyjścia.
      wiesz, Emilka wile rzeczy przeżywa przez sen. zwykłych, codziennych. np. gdy nie pozwolę jej ogladac więcej bajki, gdy nie dam czegoś słodkiego, gdy tata nie pozwoli dotykac swoich narzędi itd. dzieci mają w naturze, że przeżywają przez sen, a rano budzą się umiechnięte i radosne.

      Usuń
    5. u nas wygląda podobnie..z dnia na dzień jest coraz gorzej...dziś była histeria już w domu.. na siłę musiałam go oddać..u nas w przedszkolu też się praktykuję taką metodę, że dziecko się oddaje i zamykają drzwi - wg mnie to dobra metoda. gdy wraca z przedszkola ciągle powtarza że przedszkola nie lubi, że nie chce iść, bo nie ma tam mamy...serce mi się kraja, ale widzę, że to jest niestety normalne zachowanie...teraz tylko nie wolno nam się poddać..jak przejdą okres adaptacyjny to będzie można coś pozmieniać - skrócić czas - odpuścić jeden dzień, ale teraz musimy być twarde i konsekwentne....choć codziennie wracam zapłakana...to jakiś cholerny koszmar!

      Usuń
  2. Trudno mi powiedzieć. Moje też na początku płakały, ale nie miałam wyjścia musiałam je zostawić. Zaczynały od żłobka, od dwóch latek. Później już było z każdym dniem tylko lepiej. Może i Natalka się przyzwyczai? Życzę Wam jak najmniej stresów. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że będzie tak jak piszesz.

      Usuń
  3. Ech, doskonale Cię rozumiem. U nas było tak samo. I płacz przed wejściem do przedszkola i nocne krzyki i błagania żeby jej tam nie zostawiać. Miałam myśli żeby ją zabrać, ale wiedziałam, że czy starsza tym będzie gorzej. Kiedy w końcu musi iść do ludzi :) efekt był taki: Mała płakała w przedszkolu ja jak z niego wychodziłam :( po dwóch tygodniach zapanował spokój :) nie ma lepszego lekarstwa jak po prostu przetrwać. Każde dziecko inaczej reaguje jedne szybciej się przyzwyczaja inne wolniej. Jeżeli masz pewność, że to najlepsze miejsce dla Twojej córeczki to jej nie zabieraj. Za pół roku będziecie przeżywać to samo. A nawet bardziej bo dodatkowo będziesz stresować się swoją pracą. Trzymam kciuki za Was!!! Uściski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Były również krzyki nocne? To może ja jednak to wszystko podwójnie przeżywam., a wszystko się ułoży, tylko potrzeba cierpliwośi i faktycznie musze przetrwać te trudne chwile. Bo przecież w przedszkolu krzywda się jej nie dzieje, ona podobno bawi się tam dobrze, a jak wraca to jest uśmiechnięta.
      Wystraszyłam siętylko tej wieczornej paniki, strachu i krzyku przez sen. Wtedy sece mi pęka i pytam się czy dobrze robię.

      Usuń
  4. Olu u nas jest dokładnie tak samo. Martynka wczoraj całe popołudnie płakała i prosiła mnie żebym jej nie zawoziła do przedszkola. Serce mi pęka, dziadkom też ( niestety w tym tygodniu to im przypadło odwożenie i przywożenie, bo ja od 8 pracuję ) , ale trzeba to przetrzymać i będzie dobrze, naprawdę. Dla Natalki to dobrze, że będzie wśród dzieci. Jest do Was bardzo przywiązana i przyda Jej się to na przyszłość, uwierz mi. Moja Martynka też tylko ze mną albo z dziadkami, wiem, że jest jej ciężko, ale kiedyś mi za to podziękuje. Moi rodzice zaproponowali, że jeszcze rok się nią zajmą, ale ja wiem, że dla niej lepsze będzie przedszkole. Tam się nauczy piosenek, wierszyków, a wiesz jakie będziemy dumne kiedy będziemy chodziły na uroczystość z okazji dnia Mamy? :) także, głowa do góry , jestem z Wami :):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, masz rację Kamila, warto przetrwać te trudne chwile, mam tylko nadzieję, że się skończy płacz i strach, bo dziecie są różne i niektóre trudniej znoszą rozłąkę, oby nia trwało to zbyt długo, bo wtedy chyba bedę gotowa ją jednak zostawić w domu. Teraz próbuję i nie poddaję się, serce pęka, kiedy rano ją oddaję do przedszkola, ale sie uśmiecha kiedy widzę jej radość jak wracamy już do domu. Tak, też jestem za tym żeby była wśród rówieśników, żeby uczyła się piosenek, wierszyków, przecież już wiem co to znaczy bo Emilka chodziła do przedszkola. Tylko ona jakoś łatwiej to znosiła, a może ja już nie pamiętam, przecież było to tak dawno. Trzymam również za Was kciuki!

      Usuń
  5. U nas przygoda z p-kolem zaczęła się pięknie. Maja poszła z chęcią. Wczoraj i dziś już nie było tak różowo, płacz i lament. A mi serce pęka gdy muszę ja taką płaczącą,smutną zostawiać
    .

    OdpowiedzUsuń
  6. ojej biedna Natalka ale na pewno z czasem się przyzwyczai
    Maja choć nie płacze i idzie raczej z uśmiechem na twarzy też wczoraj przez sen krzyczała i jakby płakała, dzieci tez to przezywają

    OdpowiedzUsuń
  7. Wiesz, że Tosia poszła z uśmiechem. Że nie daje nawet buziaka na "Pa Mamo!", ale od trzech nocy budzi sie po kilka razy, juz koło północy jest u nas w łóżku... Zmiany są trudne dla dzieci, nawet jak jest im tam dobrze. Bo dla nas, dużo starszych, dojrzalszych emocjonalnie zmiany też są trudne do przyjęcia.
    Usciski dla Natalki i Ciebie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, zmiany dla Wszystkich są trudne, my dorośli jakoś sobie z nimi radzimy, a dzieci uczą sie dopiero tego. Cieszę się że Twoja Tosia się uśmiecha ;)

      Usuń
    2. Natalka też będzie, zobaczysz! Daj jej i sobie czas... I niestety - nie możemy być uległe... Bo co będzie za pół roku? Może być lepiej, bo będzie starsza; ale i może być gorzej - bo jak sie już raz Mama złamała to i znów sie złamie...
      Sił życzę!

      Usuń
  8. Kurcze, Ola - współczuję Ci ale to minie. Nie ma lepszegj rady, musicie przetrwać ten najtrudniejszy początek. Po dwóch tygodniach będzie lepiej, a po miesiącu będzie cudownie! Moja Oleńka chodziła przez ostatni rok do żłobka i w zasadzie do kwietnia płakała... do przedszkola poszła z uśmiechem, Panie ją chwalą , że świetnie się klimatyzuje :) Ze starszą córką było dokładnie tak samo - w pierwszym dniu przedszkola pocieszała pozostałe dzieci :"Nie płać, mamunia po ciebie pszijdzie zalas..." :))) - wyobrażasz sobie jaka byłam dumna i wzruszona !
    Dużo tłumacz i dobrze się wypowiadaj o przedszkolu, a mała za chwilę będzie szła z uśmiechem, życzę Wam tego jaknajszybciej !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Codziennie Natalce powtarzam, ze jestem z niej dumna, że jest silna i odważna. To działa!
      I zawsze mówię, że przedszkole jest fajne, czekam aż się do niego przekona;)
      Dzięki!

      Usuń
  9. Biedna Natalka. Trzymam za Was kciuki. Nie wiem, co zrobiłabym w takiej sytuacji :/

    OdpowiedzUsuń
  10. Czesc Olu! Z niecierpliwoscia czekalam na ten post by poczytac o tym jak Natalka radzi sobie w przedszkolu bo moj syn wlasnie tez przez to przechodzi... i zeby sie za bardzo nie rozwijac napisze tylko, ze tej nocy mielismy podobnie :( krzyczal przez sen... wolal, ze chce do mamy i taty... krzyczal tez co jakis czas "NIE"... bylo mi przykro ale wiem, ze musimy to przetrwac. Cieszyl sie, ze idzie do przedszkola, opowiadalam mu jak tam bedzie.. ale jednak stres okazal sie wiekszy.. inaczej jest z opowiadan niz na zywo... i gdybysmy teraz odpuscili to pozniej bedzie mu jeszcze ciezej wiec trzeba zacisnac zeby i dac rade.. Pomimo, ze poczatki sa ciezkie to jednak to dla ich dobra.. i z przedszkola "wyniosa" sporo dobrego...
    Dodam jedynie, ze w grupie mojego syna (grupa liczy 25 dzieci) jest tylko osmioro mlodszych dzieci, (zaliczany jest juz do 4-latkow, mimo ze ma 3,5) reszta to 5-6 latki, ktore sie znaja i maja inny program "nauczania" a on nie chodzil do zlobka, pierwszy raz jest w przedszkolu wiec dlatego mu ciezko.. bo to cos nowego, nieznanego.. ale wierze, ze szybko sie przyzwyczai i Wam tez tego zycze.. :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A więc te krzyki, koszmarki to nie tylko są u mojej Natalki. Kamień z serca mi spadł..
      Mam nadzieję, że będzie w końcu dobrze i staram się przez to wszystko przejść.

      Usuń
  11. Olu trzymam kciuki! U nas (odpukać) póki co nieźle, choć Wojtek z kolei wczoraj i przedwczoraj po przedszkolu zachowywał się bardzo niegrzecznie, szczególnie w stosunku do siostry. Po raz pierwszy jawnie okazuje zazdrość i chce bym była tylko dla niego. Ale to chyba też zrozumiałe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chce mieć teraz Ciebie na własność, bo w przedszkolu nie jesteś obok to w domu już musisz być. To normalne.
      Dzięki Ewa!

      Usuń
  12. Za nami pierwszy dzień w zerówce. Syn dał radę, ogólnie wszystko ok. Tylko jedno - zajęcia miały być od 8 do 13, ale większość rodziców przyszło po dzieci wcześniej już koło 12. Syn to zauważył i zrobiło mu się przykro, że nas jeszcze nie ma. Nie płakał, ale nie chciał już się bawić. Byliśmy i tak wcześniej bo o 12:40 ale Kuba miał do nas żal i był już gotowy do wyjścia. No cóż było powiedziane, że do 13, a że spora część rodziców postanowiła jednak odebrać pociechy wcześniej, cóż.. Także dziś będę wcześniej, żeby się nie zraził, po za tym było ok, bawił się z chłopakami, itd. Dziś rano jak go odprowadziłam to 2 dziewczynki płakały, nie chciały zostać. Różnie to bywa. A dzieci są w wieku 5 i 6 lat i cześć z nich chodziła już wcześniej do przedszkola. Muszą się przyzwyczaić do nowego miejsca, trzeba dać czas dzieciom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym odbieraniem dzieci szybciej, niz prosi o to nauczyciel, to jakiś koszmarek. Więc rozumiem Twojego Kubusia, czekał na Was, myslał, że to już, że zaraz bedziesz. Trzymam za Was kcuiki

      Usuń
  13. Każde dziecko Olu reaguje inaczej.
    Ala przez 2 dni zostawała z uśmiechem a potem był dramat. Jak dzisiaj słuchałam mamy która mi opowiadała jak leżała opuchnięta na podłodze i nie dała się dotknąć to mi serce pękało na nowo. 5godzin płaczu. Do domu wróciła tak spuchnięta jakby została pobita a mimo to cieszyła się i z radością wychodziła do przedszkola dnia następnego.
    To samo dziś. Wszystko było pięknie dopóki nie zobaczyła płaczącej koleżanki.
    1,5 godziny stałam za drzwiami i słuchałam jak mnie woła.Łzy cisnęły się do oczu.
    Przestała płakać, cmyrnęła kanapkę ale nadal była smutna.
    Z Ala jest jeszcze ten problem, że ona nie lubi bliskości, nawet nas najbliższych. Nie można jej wziąć na ręce jak innych dzieci, przytulić.Patrzyłam jak panie tulą inne dziewczynki a te przestają płakać. Moja nie da do siebie podejść. Nie pozwala by jej dotykać. Tylko mama może.
    I mimo, że wiem, że już się śmieje i że znów wracając będzie uśmiechnięta to siedzę teraz w domu mam nadal łzy w oczach a w uszach ciągle brzmi to rozpaczliwe mama.

    Straszny to okres ale musimy przetrwać.Będzie lepiej, na pewno.
    Mocno trzymam kciuki za was, ty trzymaj za Alusię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koszmar z tym przedszkolem, żal oglądać dzieci, które płaczą i boją się.
      Tak, warto przeczekać, warto spróbować. I trzymam za Was też kciuki!

      Usuń
  14. Kochana, nocnymi płaczami się nie przejmuj w ogóle. To sposób na odreagowanie. Nas na to uczuliły przedszkolanki na adaptacyjnych zajęciach, że w domu po przedszkolu dzieci mogą się różnie zachowywać, inaczej niż zwykle, że nocami mogą płakać itp, bo to dla nich duży stres, przecież zmienia im się całe poukładane dotąd życie. I dobrze że Natalkę posłałaś teraz a nie za pół roku. Gdyby miała później wejść do grupy dzieci która się już dobrze zna i razem bawi a ona byłaby z boku, to byłby dla niej horror. Współczuję ogromnie tych łez i proszenia żeby jej tam nie zostawiać, ja jestem tak miękka że bym chyba tego nie przetrwała... Może niech spróbuje ją odprowadzać ktoś inny, z kim nie jest aż tak emocjonalnie związana jak z Tobą, babcia albo ciocia? U nas w przedszkolu jest fajny zwyczaj, jest zrobione specjalne okienko z kolorowymi firankami przez które dzieci machają rodzicom. Podobno dzięki temu łatwiejsze jest żegnanie, bo w tej ostatniej fazie dzieli nas to okno i nie ma już jak przytulić w razie łez. Tak twierdzą przedszkolanki. Wchodzimy do sali, dajemy buziaka i mówimy: leć do okienka pomachasz mi. Moja Martynka jeszcze ani razu nie płakała, ale w grupie są dzieciaczki które bardzo płaczą z rana, jejj ja tak ogromnie się cieszę że Martynka z tym Jasiem do grupy poszła mam wrażenie że dzięki temu im lepiej, bo nie są sami wśród obcych. Ale popołudniami i wieczorami mówi, że chce zostać ze mną w domu i bawić się ze mną. Na szczęście jak już jesteśmy w przedszkolu, to bez łez lecą do okna machać i zaraz znikają do zabawek. Ogromu siły wam życzę! Musicie to jakoś przetrwać. Najgorszy jest pierwszy miesiąc podobno, podobno po miesiącu maksymalnie półtorej adaptują się do nowych warunków wszystkie dzieci.

    OdpowiedzUsuń
  15. Gdy Hubert miał od lipca iść do żłobka, to przez ostatni tydzień czerwca miał czas na adaptację. Pierwszego dnia był tylko dwie godziny ciągle ze mną, drugiego już był na stołówce na drugim śniadaniu, ale też ze mną. W środę został już na chwilę sam i na zupę, panie powiedziały, że bardzo płakał. W czwartek zrozumiał, że znowu idzie do żłobka i był płacz, gdy tylko zobaczył budynek, płacz w szatni. Za nic nie chciał nas wypuścić z sali. Został do zupy, pani mówiła, że już czasem dał się uspokoić i że już wydawało jej się, że dociera do niego tłumaczenie, że mama wróci. Nawet bawił się po kilka minut bez płaczu. Z każdym dniem zostawał na dłużej, później na drzemkę, na drugie danie. Gdy zachorował pod koniec lipca i nie był tydzień to znowu był płacz przy oddawaniu go. Bywały dni, że nie chciał wyjść z domu, nie chciał otworzyć drzwi i żałośnie popłakiwał na samo słowo "żłobek". Tak było przez pierwszy miesiąc. W sierpniu popłakiwał już tylko przy samym momencie oddania. Ale zrobiłam zamianę - czasami odprowadza go Paweł i okazało się, że rozstania z nim lepiej znosi, więc zaczął go odprowadzać częściej, a później już tylko on. Gdy ja raz go odprowadziłam już w połowie sierpnia, pomimo tego, że już nie było żadnych lamentów przy wchodzeniu na sale, ja miałam powtórkę z początku lipca, zacisnął rączki na mojej bluzce i za nic nie chciał się oderwać ode mnie, był ogromny płacz. Domyśliliśmy się, że łatwiejsze jest dla niego pożegnanie się ze mną w domu, daje mi buziaka, uśmiecha się i robi mi papa z windy oraz odprowadzenie go przez Pawła, bo wtedy w ogóle nie płacze. I taki schemat teraz stosujemy, do żłobka odprowadza go Paweł, a że ja teraz pracuję to też już go nie odbieram. No i nie polecam cichego wymykania się, dziecko wtedy bardzo to przeżywa, nie wie co się dzieje, lepiej, żeby było świadkiem twojego wychodzenia i przychodzenia, pomimo rozpaczliwego płaczu poczuje się bezpieczniej, niż wtedy gdy znikniesz nie wiadomo kiedy. Hubert również czasami miał koszmary, płakał okropnie, niby wydawało mi się, że się budzi, ale nic nie docierało do niego. Kiedyś była taka noc, że płakał dosłownie co dwie godziny tak, że się nie dawało go uspokoić, w końcu po 30 min zasypiał i tak w kółko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas też tato odwozi dzieciaki do przedszkola i niani, bo z nim jest im łatwiej sie rozstać. Jeżeli jadą ze mną, młodszy syn płacze, choć do niani chodzi juz od roku. Ja ich odbieram a maż zawozi, no chyba że sa jakieś wyjątkowe dni że muszę zrobić to sama, ale wtedy jest stres i płacz.. Tak jak piszesz jest im łatwiej pożegnać się ze mną w domu.

      Usuń
    2. Ech, u nas tatuś by już dawno wymiękł i wróciłby z Natalką do domu, chyba nawet nie wyszedłby z tego domu, bo natalka potrafi tak słodko prosić, że zgoziłby się bez słów, żeby nigdzie szła ;)
      Wiec ta rola przypadła mnie, ale ja z wielkim bólem to również znoszę ;(

      Usuń
  16. Witam :)
    Podobnie jak u Was 1 wrzesień był u nas debiutem jeżeli chodzi o przedszkole i chociaż moja córeczka przeszła ten etap (jak na razie) zupełnie gładko i naturalnie jakby chodziła tam od lat, to w pełni Cię rozumiem i wiem, że zamartwiałabym się podobnie jak Ty. Widzę jednak, ze pomimo bólu wiesz w głębi serca, że robisz dobrze. 3 lata to czas najwyższy by dziecko poszło do przedszkola pod każdym względem.
    Powtórzę za resztą, bo i Ty sama doskonale to wiesz - minie, pewnego dnia jak ręką odjął. Trzeba przetrwać, chociaż ciężko jak cholera, bo to minie, może za tydzień, może za dwa, a może dzisiaj napiszesz, ze obrót o 180 stopni, czego Ci życzę. W nocy pewnie odreagowuje cały ten stres związany z dużymi zmianami, jakie nastąpiły w Jej życiu, musi to po prostu przeżyć po swojemu, a że wychowuje się w kochającej, pełnej ciepła rodzinie, nastąpi to szybciej niż myślisz.
    Ten cały "model berliński" to jak dla mnie jakaś utopia :D wątpię, że w Polsce znajdzie się takie przedszkole, gdzie matka będzie mogła zostać z dzieckiem przez kilka godzin......:D
    Zatem dużo siły życzę i pozdrawiam.
    Ola;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Własnie ten model berliński, to chyba praktykują tylko w prywatnych przedszkolach, i chyba nie dla wszystkich jest dobrym rozwiązaniem.
      Tak, masz rację warto przetrwać ten trudny okres, a za przedszkolem jestem jak najbardziej, tam chodziła kiedyś Emilka, przedszkole wiele ją nauczyło, Emilka lubiła do niego chodzić. Mam nadzieję że i Natalka polubi;)

      Usuń
  17. 2 tygodnie i będzie dobrze, tylko Ty się nie załam. Pamiętam Kubę to trzeba było na siłę krzyczącego na cały blok, nieść do samochodu, ale po 2 tyg. przeszło mu.

    OdpowiedzUsuń
  18. ja niestety nie wiele moge Ci doradzić. to wszystko jeszcze przede mną. napewno to trudna sytuacja dla was obu i widać po nocnych histeriach, że jest wrażliwa dziewczynką. Myslę jednk, że nie możesz się poddawać, nie możesz jej teraz w domu zostawić, bo za pół roku może być jeszcze gorzej. Bądź dzielna, bo to pewnie jeszcze potrwa parę dni, ale minie- mam nadzieję:) bądź dzielna!!!

    OdpowiedzUsuń
  19. Moim zdaniem nie powinnaś rezygnować. Myślę, że najgorsze już za Wami, a z czasem Natalka się przyzwyczai i o przedszkolu będzie myśleć pozytywnie. Trzymam kciuki z całej siły! Za Ciebie i za Nią!

    OdpowiedzUsuń
  20. Byłam ciekawa, jak Wam poszło. Teraz wiem... U nas też rok temu były lepsze i gorsze dni. Takie, kiedy Oldusia biegła sama do sali i machała radośnie z daleka, były takie, kiedy Pani brała ją na siłę. Nigdy się nie wymykałam, zawsze podkreślałam, że wrócę. Teraz wiem, że było warto przetrwać te gorsze dni. Oldusia uwielbia przedszkole!

    Moim zdaniem, jak teraz odpuścisz, to za pół roku wcale może nie być lepiej. Albo będzie gorzej.

    Bądź dzielna, cierpliwa, dawaj maksimum poczucia bezpieczeństwa. Trzymam kciuki dalej!

    OdpowiedzUsuń
  21. moja Emilka długo nie chciała zostawać w przedszkolu - płakała rano - później rano bo nie chciała zostać a popołudniu bo nie chciała do domu i dalej mówi że nie chce do przedszkola iść (my dopiero idziemy jak dobrze pójdzie pod koniec przyszłego tygodnia) i mimo że mogłaby ze mną w domu być bo pracuje tak że jest taka możliwość w życiu nie zrezygnowałabym z przedszkola całkiem inne dziecko się zrobiło :-)
    głowa do góry i powodzenia!!!

    OdpowiedzUsuń
  22. Nie jest to najlepszy okres i dla dziecka i dla rodzica, ale wiem z autopsji, że im wcześniej zacznie tym lepiej dla NAtalki rokuje późniejsze przejście do zerówki, szkoły. U nas zaczęło się od żłobka (2 latka) płacz rano przy odprowadzaniu 2 miesiące z rzędu, aż dostała zapalenia gardła. Przetrzymałam, mimo że płakałam równe 2 miesiące razem z nią tyle że pod drzwiami sali w żłobku. Do przedszkola poszła bez problemu, wiadomo stres nowe miejsce, ale dzieci niektóre już znała i wiedziała co ją będzie czekać. Po roku musieliśmy zmienić przedszkole i tam też nie było problemu, mimo że nie znała nikogo. Teraz zaczyna zerówkę, zaczęła uczęszczać do szkoły muzycznej, bez żadnego problemu zostaje sama na zajęciach. Dzieciaki są z nami bardzo związane, wychowujemy z mężem sami córkę i syna, babcia jest w zasadzie świętem niż codziennością. Moim zdaniem "głęboka woda" uzbroi ją w odwagę. A czytając o modelu berlińskim, no cóż każdy by tak chciał ale życie niestety nie pozwala być, jak to ktoś powiedział "mięczakiem". Znam dzieciaki które w taki sposób były odstawiane do przedszkola, mamy do miesiąca siedziały z nimi po kilka godzin na sali. Nie chciałabyś ich widzieć na rozpoczęciu roku szkolnego Olu. Płacz, krzyk, dwoje rodziców przez cały czas obok.... i to były 6,5 roczne dzieci. ŚŚmiałam się pod nosem. Płacz w nocy to normalne, odreagowanie. Mój syn nawet płacze w nocy po wizycie u fryzjera :-) bo to go też stresuje i krzyczy później -nieeeee, moje włosy!!! To w zasadzie jak z porodem, każdy przeżywa inaczej, jedni gorzej drudzy lepiej, jedni szybciej inni sie męczą wieki - ale po wszystkim i tak każdy twierdzi że warto bylo :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, przedszloe uczy. Też dojrzałości, obycia z luxmi, potem będzie łatwie, widzę to po Emilce która nie boi się nowych wyzwań ;) Zawsze chodziła do przedszkola.

      Usuń
  23. No...nie jest łatwo... Czasami nie zabieraj jej po paru dniach, bo za pół roku i tak musiałaby iść i dopiero byłby dramat... To jest bardzo trudna sytuacja... Maciek płakał pierwsze dwa tygodnie. Też nie chciał chodzić. Po przyjściu do domu już nie przeżywał, ale rano był dramat.
    Jak to przemęczyliśmy oboje, to póżniej był zadowolony:)
    Nie możesz się Olu poddać! Natalka też da radę! Teraz wiadomo, że przeżywa, ale troszeczkę też pewnie kombinuje, jak tu Cię przekonać byś ją zostawiła w domu... To mądra dziewuszka:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami zaskakuje mnie tą swoją dojrzałością, jak ona już dużo rozumie, wie o co chodzi, wie co ją czeka. mam nadzieję, ze uda mi się ten trudny okres przetrwać

      Usuń
    2. Ola, pewnie że się uda! Póżniej będą trudniejsze okresy.. Hehehe, jak to mówią - małe dzieci, mały kłopot;)

      Usuń
  24. Olu.... jakbym czytała jak jest u Nas kropka w kropkę!

    Musimy się dzielnie trzymać! CAŁUSY DLA WAS!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To trudny okres nie tylko dla naszych pociech, dla nas też ;)

      Usuń
  25. Bardzo dobrze zrobiłaś i niech się oswaja teraz. Wrócisz do pracy na spokojnie, a nie będziesz się wtedy stresować. Każde dziecko przeżywa- rodzic też. My zaczęliśmy przygodę rok temu. Na początku posłałam ich na 3 godziny a potem po miesiącu na 5. Młodszy bez problemu się zaaklimatyzował. Starszy to był koszmar. Pierwszy miesiąc wycie przez całe 3 godziny. Nie tylko przy rozstaniu -tylko cały czas. Panie robiły co mogły- zabawy typowo pod niego- dinozaury i zwierzęta, wtedy się troszkę uspokajał i znów wycie. Na angielskim też były chwilowe spokoje. Ale ogólnie nie bawił się, nie brał udziału w zajęciach. Wylądowaliśmy u psychologa dziecięcego. Były książeczki o przedszkolu, bajki na dvd, tablice motywacyjne i cuda wianki. Po prostu musi ten okres adaptacyjny minąć. Po miesiącu minęło jak ręką odjął. Nagle pokochał przedszkole i śmiga tam z uśmiechem na twarzy do teraz. Wiem jaki stres masz ale trzymaj się dzielnie i nie poddawaj się. Ja byłam bliska rezygnacji ale dobrze że nie odpuściłam. Cały czas też rozmawiaj z opiekunkami. jeśli potem się mała uspokaja to powinno być ok. A w nocy krzyki miną:)Cierpliwości :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to wiele przeszłaś, dobrze że już jest ok!

      Usuń
  26. oj,smutno to się czytało...
    nie mam pomysłu,co Ci poradzić,już dawno ten temat za mną,ja pewnie bym wymiękła ...
    trzymam kciuki !!

    OdpowiedzUsuń
  27. Początki nie są łatwe, to prawda, wiem to z autopsji ale tak jak ktoś tu wspomniał, dziecko między rówieśnikami rozwija się, zmienia...
    teraz powędrowalismy do najstarszej grupy, z uśmiechem od ucha do ucha :)
    Wytrwałości i cierpliwości życzę!!!

    OdpowiedzUsuń
  28. Dziękuję dziewczyny z całego serca za kazdy komentarz, za każdą chwilę którą się podzieliłyscie za mną, żeby dodać mi otuchy, Wasza troska, doświadczenia z Waszymi pociechami, sprawiły, że jestem spokojniesza i moze uda mi się przetrwać ten trudny okres adaptacji Natalki do przedszkola! Trzymajcie kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  29. Olu mam to samo z moim 4letnim synkiem z tym ze on sie cieszył na pójście do przedszkola...od drugiego dnia ryk histeria nie podobna do niego. Tez wraca zadowolony jak to bylo fajnie itd. U mnie sprawe przejął mąż bo ja bym juz była w rozsypce... na razie wmawiam sobie ze kazdego dnia będzie lepiej...w zeszlym roku pamietam ze dzieci kolezanek z pracy aklimatyzowaly sie do dwóch tygodni...

    OdpowiedzUsuń
  30. Nie ma złotego środka na to, żeby dziecko nie płakało.
    Olu, czy Natalka wie, że Ty teraz jeszcze nie pracujesz? Może dlatego woli być w domu? Może, jeśli tak jest to opowiadaj, że chodzisz do pracy, ile masz zajęć, że Emilka chodzi do szkoły, tata jest w pracy. Może gdyby miała świadomość, że w domu nikogo nie ma, to pogodzi się z tą myślą, że sama nie może pozostać w domu, że lepiej i bezpieczniej jest z dziećmi w przedszkolu. Że nie jest wybrańcem losu, tylko, że to tak jest.
    Powodzenia :) Wszystko się ułoży :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. ja Natalce tłumaczę ,że idę do pracy, tak samo tata, a Emilka do szkoły.
      Coraz bardziej wierzę, ze będzie ok ;)

      Usuń
  31. Kochana,
    Po pierwsze - jesteś wspaniałą i troskliwą Mamą. Każdą z nas bolało serce przy rozłące z dzieckiem i chociaż nie wiem co byś robiła, to mając wrażliwe dziecko, musisz się liczyć, że rozłąka ją zaboli. Ale boli krótko, wierz mi.
    Sam moment rozłąki jest dla dziecka w jakiś sposób przykry (w końcu przebywała z Tobą non stop), ale (jak sama piszesz) potem świetnie się bawi (a Ty ciągle masz ją przed oczami płaczącą).
    Nam w przedszkolu powiedzieli, że im dłuższe są rozstania tym gorzej, przeciąga się ten moment i stan emocjonalny, więc szybko, krótko i z zapewnieniem, że się wróci.
    Mój synek poszedł kolejny rok do przedszkola i mimo to nadal rozstanie jest trudne.
    W pierwszym roku praktycznie 2 miesiące były mega przykre, a potem każdego dnia jakaś łezka, niepokój etc.

    Nie robisz Natalce krzywdy, przecież wiesz z kim i gdzie przebywa. Ale nagle z Mamy, która wie o niej wszystko i nawet wyprzedza niektóre prośby - musi współpracować/słuchać nowej Pani. Z jednej siostry Emilki, zrobiło się wokół pełno koleżanek i kolegów, pewnie innych w zachowaniu niż siostra, może mniej wyrozumiałych, bardziej hałaśliwych.
    Daj jej (i sobie) czas.
    Myślę, że jeśli teraz zabierzesz ją z przedszkola, to kolejne podejście będzie jeszcze trudniejsze.

    P.S. Ja nawet jak mój synek chorował to nie mówiłam, że nie idzie bo chory (obawiałam się, że zacznie "chorować" na zawołanie) tylko mówiłam, że dziś przedszkole nieczynne bo np. wyłączyli prąd. :)
    Jasiu wiedział jaki jest system chodzenia do przedszkola i w piątek wracał w skowronkach, że będzie sobota i niedziela wspólnie w domu :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och tak, już zaczynam coraz bardziej wierzyć ,że się uda, że płacz i strach minie. Wciaż sąprośby, wciąz rano jest płacz, ale ona mam wrażenie, już poddała się sytuacji i wiec, że musi tam iść. Choć są prośby i płacz, wraca do domu z uśmiechem ;)

      Usuń
  32. Kurcze Olu smutno się to czyta, my jesteśmy po rozmowie szczegółowej planu działania odnośnie "Maja w przedszkolu", Panie poradziły mi abym jej wytłumaczyła że idzie do przedszkolka pobawić s ię z dziećmi, mama w tym czasie pójdzie do domku zrobi obiadek, posprząta zeby mieć czas bawić się z nią po powrocie z przedszkola. Przed nami dopiero dzień "X", nie boję się o Majkę czy słusznie się okaże, Maja idzie na krótko bo tylko 3 godzinki więc krzywda się jej nie stanie. Może skróćcie czas początkowo, w Uk dzieci nie muszą chodzić do przedszkola jako 3 latki, jednakze jest to przygotowanie do systemu w przyszłym roku kiedy to Majka musi zostać na 6 godzin. Ja bym ją zostawiała na krótki okres czasu aby się przyzywczaiła, jeśli jej będzie Go brakować w bawieniu się z dziećni wówczas wydłużać :-)
    Trzymam kciuki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tłumaczę że idę do pracy, to pomaga, wiec że ona musi iść do przedszkola, bo w dmu nikogo nie będzie;)

      Usuń
  33. a ja sobie nie wyobrażam sytuacji o jakiej piszesz Ty i inne Mamy w komentarzach....
    My mieszkamy w Anglii, Filip chodzi doprzedszkola tylko na 3 godziny dziennie ( reszte czasu spędza a nianią) i wprowadzaliśmy go właśnie na zasadzie systemu berlińskiego...tylko poszlo szybciej:)
    dopiero tzreciego dnia piłam kawę z innymi mamami w sali obok i gdy tylko jakies dziecko zaczynało płakać przez dłuższą chwilę Panie wołały jego Mamę...Filip nie płakał
    po tzrech miesiącach zmeinilismy przedszkole ( ze względu na przeprowadzke do innej dzielnicy) i znowu był etap przyzwyczajania,,,
    Moje dziecko jest dość nieśmiałe i wrażliwe...nigdy nie usłyszałam,że nie chce iść kola kolejnego dnia...
    i ja nie oceniam, każdy decyduje sam...tylko wg. mnie trzylatek nie jest gotowy do puszczania na głęboką wodę....
    trzymam kciuki i zycze powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  34. Wyobrażam sobie jak Ci smutno i co czujesz. Mój synek też nie musiał chodzić do przedszkola, bo byłam w domu na początku. A mimo to go posłałam. Miał różne etapy przez pierwszy rok: od płaczu do sprintu, żeby pokazać koledze samochodzik. Ponieważ miałam taką możliwość jak bardzo nie chciał iść zostawał w domu. Ale wtedy umawialiśmy się, że następnego dnia pójdzie, bo - stęskniły się panie przedszkolanki, - koledzy się pytali, - mama musi gdzieś wyjść itp. Najważniejsze to zachować spokój, bo dzieci wyczuwają nasz lęk i bywa wtedy gorzej. Powodzenia i buziaki dla małego przedszkolaka.

    OdpowiedzUsuń
  35. Nie każde dziecko jest takie samo i niektóre nie są gotowe na przedszkole w wieku 3 lat. Moim zdaniem jak dziecko ma koszmary w nocy z powodu przedszkola to nie jest dobrze. Pół roku
    z mamą w domu to dużo dla malucha. Do przedszkola jeszcze się nachodzi. Rozmawiałam na ten temat sporo z moim kolegą który jest psychologiem , kiedy miałam posłać do przedszkola moją trzylatkę. Poszła w wieku czterech lat i było dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  36. witam serdecznie :-) Moja córeczka ma teraz 6 lat, ale początki przedszkola też były ciężkie. Przez tydzień czasu odrywały ją Panie ode mnie, a ona kurczowo się mnie trzymała i wrzeszczała płacząc. Panie poradziły, aby tata przeprowadzał córkę do przedszkola no i jakoś powoli było już lepiej. Teraz jak się jej pytam, co zrobić, żeby dzieciom było raźniej w przedszkolu, to mówi, że trzeba dać Natalce przytulankę i jakąś drobną rzecz, która będzie przypominać o mamie. Rysowałam mojej córeczce na wierzchu dłoni serduszko, żeby wiedziała, że jestem przy niej i ją kocham, a z przytulanką chodziła do przedszkola przez 2 lata i później Panie ją powoli oduczały od przytulanki. Potem już było z górki :-)))) Teraz ja z kolei boję się o szkołę, jak to będzie, czy znajdzie przyjaciółkę? ... no tak zawsze rodzice znajdą sobie coś do zmartwień ;-) Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń