Jurek wrócił !
Cały, zdrowy i szczęśliwy!
1 maja o godzinie 6 rano wstałam razem z nim, żeby życzyć mu szczęśliwej drogi..
Wsiadł na rower, miał ze sobą dwie małe sakwy, a w nich dosłownie parę ubrań na zmianę pogody, małą kuchenkę gazową, namiot, śpiwór, kask i mapę.
Pisałam już tutaj, że rower to jego pasja, która daje mu poczucie wolności i niezależności.
Marzył o kolejnej wyprawie dookoła Polski w 14 dni, marzenie się spełniło ;)
Gdyby jeszcze była lepsza pogoda, osiągnąłby w pełni swój cel.
W szczegółach opisze swoją podróż - będzie post gościnny i zakładka na blogu "dookoła Polski w 14 dni"
Już teraz w skrócie:
Zmierzył się z 2700 km w 14 dni. Jego trasa to Zakopane, Słowacja, Bieszczady ( uwielbia tereny górzyste) ściana wschodnia, północ, w Łebie miał dylemat, czy jechać zgodnie z planem na zachód, niestety niekorzystna pogoda zmusiła go do zmiany trasy, więc ruszył w dół na południe, do domu.
14 dni w więszości w deszczu, w chłodzie i pod wiatr.
Z Jurka jestem bardzo dumna i dziewczynki też, że mają takiego tatusia - bohatera ;)
Dziewczyny machają i czekają ;)
Były i łzy szczęścia ;)
Radość dziewczynek nie do opisania!
Specjalna korona na jego cześć!
Jurek nr 1 ;)
Szkoda że pogoda nie dopisała. ale ciesze się że wrócił cały, zdrowy i szczęśliwy. :) Jak miło patrzeć na taką radość Twojego męża i dziewczynek. :)
OdpowiedzUsuńFajny cel. Jestem pełen podziwu za determinację i wytrwałość bo 2700 km to spory kawał drogi. Mój wykładowca również lubi rowerowe maratony i kiedys leciał do Finlandii samolotem aby potem na rowerze wrócić do Polski. Może następnym razem wyprawa za granicę? ;)
OdpowiedzUsuńDziękuję w imieniu Jurka ;)
UsuńJurek z nauczycielem świetnie by się dogadał bo wciąż brakuje mu kompana, z którym mógły wspólnie wybrać się w taką podróż;)
Tak, myśli o wyprawach zagranicznych ;)
Piękna przygoda. ..brawo Jurek!!!
OdpowiedzUsuńWow! Tata bohater !!! :)))) gratulujemy !!!
OdpowiedzUsuńNie jest często spotykane, żeby żona tak bardzo wspierała męża w realizacji swojej pasji (czy mąż żonę, jeśli już o tym mówimy). Gratuluje świetnego podejścia.
OdpowiedzUsuńPo prostu wiem ile ten rower i wyprawy dla niego znaczą, zresztą sama bym z nim pojechała. Ja też uwielbiam takie podróże. Czekam aż Natalka podrośnie ;)
Usuńbrawo dla Jurka!!!
OdpowiedzUsuńps. obejrzałam jeszcze raz poprzedni wpis i chyba golarki nie brał, bo wrócił z zarostem ;)
OdpowiedzUsuńZestaw do golenia to dodatkowy cięzar, a ma być jak najmniej bagażu ;)
UsuńSzkoda, że akurat taka pogoda paskudna :-(
OdpowiedzUsuńWielkie gratulacje! :-)
To prawda, pogoda nie doopisała ;(
UsuńPopsuła plany Jurka, deszcz spowodował, że Jurek stracił trochę na czasie, dgyby udał się za zachód, wrócił by dwa dni później, ale nie wiadomo, teraz ostatnie dni deszcz jest przecież największy;(
I tak dał raę ;)
Ale fajny cel...super ,podziwiam takich ludzi ...brawo !!!
OdpowiedzUsuńSuper! Twardy fecet. Widać, że nasze kciuki pomogły :) Warto wracać, żeby zobaczyć taką radość w oczach dzieci.
OdpowiedzUsuńTak radość dzieci ogromna ;)
UsuńAle masz dzielnego faceta! Pewnie nie jeden by zawrócił i poczekał na lepszą pogodę a ON jest MEGA!!! Opowiadałam o nim znajomym i każdy go podziwia!
OdpowiedzUsuńBrawo Jurek!
Powiem mu o tym, ucieszy się ;))
UsuńGratuluję udanej wyprawy.
OdpowiedzUsuńTylko podziwiać :) Gratuluję udanej wyprawy :)
OdpowiedzUsuńBRAWO OKLASKI NA STOJĄCO !!! To się nazywa tata bohater :)
OdpowiedzUsuńWow! Niesamowity! Podziwiam :)
OdpowiedzUsuńPiękna pasja! Gratuluję samozaparcia, odwagi i siły:)
OdpowiedzUsuńNo no przejechać całą Polskę na rowerze to jest coś :) Ja raz zrobiłem 180 km na drugi dzień 60 km na Słowację i po tej wyprawie niestety odłożyłem rower na zawsze ;)
OdpowiedzUsuńAż tak ? ;))
UsuńJa lubię rower jak Jurek, kiedyś wspólnie wybieraliśmy się na 7 dniowe wycieczki w Polskę, gdzie czasem w 7 dni przejechałam z Jurkiem na rowerze ponad 800 km ;)
Mam nazieję, że jak Natalka podrośnie wrócimy do tego i razem będziemy jeździć ;)
Podziwiam Jurka i mu gratuluję, ale nie mniej podziwiam Ciebie, Olu!
OdpowiedzUsuń2 tygodnie sama z dziewczynami, by tak naprawdę Twój Mężczyzna mógł zrealizować swoje marzenie..... Powinien Cię na na rękach nosić (tudzież na ramie wozić ;)))
On już mówił o tej wyprawie od dawna ;)Pogodziłam się z tym ;)
UsuńPoza tym czas szybko mija a rozłąka czasem dobrze robi, powroty dają wiele radości ;)
Nic tylko pogratulować :) Widać jego zadowolenie na twarzy :)
OdpowiedzUsuńRadość dziewczyn nieopisana !! Aż łezka się w oku kręci !
OdpowiedzUsuńSama mam łzy w oczach :) ja też jestem dumna, razem z Wami :) zwłaszcza, że mogłam tego Pana poznać osobiście :) pozdrowienia !
OdpowiedzUsuń;)*
UsuńNiesamowicie emocjonujące chwile -czuję się jakbym oglądał film - i bez wątpienia - Jurkowi należy się Oskar za tę rolę :))) Jesteście WSPANIALI :))))
OdpowiedzUsuńKoronę już ma ;)
UsuńDziękuję!
Brawo dla Taty! Najważniejsze w życiu są pasje!
OdpowiedzUsuńPozdrowienia ze Śląska
wow, wspaniały wyczyn. Ogromne gratulacje dla Jurka!!!! Jestem z Wami już tak długo, że poczułam niesamowitą dumę prawie jak członek rodziny;) kiedy czytam o tych wspaniałych przygodach. Brawo!!!!
OdpowiedzUsuńDzięki Monia ;)
UsuńSłyszałam teraz w radio, ze u Was straszna pogoda, leje, kilka domów jest podtopionych.... dobrze, że mąż wrócił szczęśliwie, napisz jak się to wszystko skończy.
OdpowiedzUsuńTrzymajcie się !
A.
Dobrze że wrócił przed tymi najgorszymi ulewami ;)
UsuńNa chwilę obecną jest bezpiecznie wczoraj w nocy było gorzej.
Dzięki!
Jestem dumna z Twego męża, tym bardziej że wiem, ile to jest 2700 km.! Przecież to średnio 190km dziennie! Też podróżujemy z sakwami w ten sposób, deszczowa pogoda to koszmar, zwłaszcza gdy jest zimno. Nie dziwię się, że skrócił trasę. Pech, że trafił na moment załamania pogody i gwałtowne ochłodzenie. To naprawdę ogromny wyczyn w tak krótkim czasie. Czekam na następne wpisy :)
OdpowiedzUsuńO matko przekażę Jurkowi, ale się ucieszy!
UsuńPokazałam mu Twój blog rowerowy, jest pod wrażeniem!
Tak, niestety pogoda mu niedopisała, mimo to się nie poddał!
gratulacje raz jeszcze :) Fajnie że pokazuje dziewczynkom że dobrze mieć pasję, cele i umieć je realizować. Mają dobry przykład na przyszłość. Super tata!!!
OdpowiedzUsuńMasz rację, mają dobry przykład na przyszłość. Tata bohaterem ;)
UsuńWOW jestem pod olbrzymim wrażeniem
OdpowiedzUsuńJa pierdziele, chylę czoła - SZACUN!!! Najważniejsze, że wrócił cały i zdrowy...no i uśmiechnięty:) Gratuluję!! Taki odważny facet to skarb;)
OdpowiedzUsuńSwietna robota p.Jurku ciesze sie razem z Wami ze szczesliwego powrotu mysle,ze bedzie pan inspiracja dla wielu ludzi.Pozdrawiam tez z deszczowego New Jersey,Gosia.
OdpowiedzUsuńPozdrawiamy! ;)
UsuńDzielnego macie dziewczyny mężczyznę! Gratuluję wytrwałości w tych szalenie niesprzyjających warunkach pogodowych :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
Oj, dzielnego mamy mężczyznę w domku ;)
UsuńNaprawdę dziewczynki mogą być dumne z takiego taty!!! Marzenie każdego dziecka!!! A Ty jako żona, też możesz spokojnie pękać z dumy:D To naprawdę niesamowity wyczyn i ogromnie Jurkowi gratuluję!!! Też jestem dumna, że mogłam go poznać, choć jedynie blogowo:)))
OdpowiedzUsuńTwardziel!!!!
Taki ten tatuś uparty, nie poddaje się, ale to piękny przykład dla dzieci ;)
UsuńNajważniejsze, że cały i zdrowy jest już w domu.
OdpowiedzUsuńPodziwiamy i gratulujemy:)))
Jestem pod ogromnym wrazeniem! BRAWO dla Jurka!
OdpowiedzUsuńTworzycie naprawde wspaniala rodzinke... az sie wzruszylam ogladajac te zdjecia...
Ja też się wruszam jak te zdjęcia oglądam ;)
UsuńJurek jest wielki! Gratulujemy!
OdpowiedzUsuńAle masz faceta, gdzie Ty taki skarb wynalazłaś?
OdpowiedzUsuńczłowiek bez pasji jest taki jałowy...
Świetną masz rodzinkę, to największa wartość :))
Dziękuję ;)
UsuńTo Jurek mnie znalazł ;)