poniedziałek, 18 listopada 2013

Pomysł na siebie - Fabryka Małych Rzeczy

Cykl wywiadów "pomysł na siebie", o którym wspominałam parę dni temu rozpoczęty!



Do Joasi bloga trafiłam przez przypadek. Zostałam, bo lubię czytać jak pisze o życiu, o sobie, dzieciach, marzeniach, a od jakiegoś czasu o szyciu. Zaskoczyła mnie zupełnie, jak pokazała na swoim FB, swoje pierwsze prace! Śledziłam jej pomysły,  zaangażowanie i talent! Tak Asiu, masz talent ;) Po jakimś czasie, Asia założyła drugiego bloga - Fabryka Małych Rzeczy, na którym można śledzić jej twórczość.



1. Jak wpadłaś na pomysł, żeby szyć? Czy to spontaniczna decyzja, czy Twój wybór był wcześniej planowany?

Pierwszym krokiem do własnego szycia, było zakupienie własnej maszyny, zorganizowałam składkowy prezent urodzinowy:) Oczywiście maszyna musiała nabrać mocy, ale po 1,5 roku wreszcie się za nią wzięłam. A to z tego powodu, że uparłam się uszyć zabawkę dla dzidziusia nowego w rodzinie. A ja chciałam, aby to był prezent od serca, sentymentalny i niepowtarzalny. Uszyło się. Potem uszyłam moje koty polarowe, potem broszki kwiatuszki i tak poszłooooo :)
Nie mam warsztatu żadnego, nie mam żadnego kursu, nie mam pojęcia co oznaczają numerki i linie na płytce igły, nadal mam problem z dopasowaniem długości ściegu . Szyję na oko, kroję przeważnie na oko,  krawcową to ja nie jestem:) Ale lubię szyć, mam w głowie wiele pomysłów, choć brakuje czasu na realizację, i żałuje tylko, bardzo żałuję, że nie szyłam kiedy moi chłopcy byli maleńcy. Myślę o tym, za każdym razem kiedy szyję kocyk czy podusię do łóżeczka albo wózka. Och, wiadomo, mają już ode mnie podusie, mają dinozaury, które uszyłam na podstawie ich własnego rysunku, mają kołdrę-narzutę w małpki, staram się nadgonić :)  


2. Skąd czerpiesz pomysły/projekty/materiały?

Pomysły rodzą się w głowie, czasem inspirowane tym co zobaczę, czasem tym co narysują dzieci, o co poproszą, co jest akurat potrzebne, o co ktoś poprosi, i jaki mam nastrój :)

3. Czy bałaś się maszyny do szycia, znałaś jej mechanizm? 

Moja Mama szyła, maszyna-Łucznik-stała na stole w kuchni, pod oknem. Od kiedy pamiętam, to było „miejsce Mamy” :) Dla niej pewnie czasem mało romantyczne, ale dla mnie i mojej siostry to po prostu najważniejsze miejsce w domu było. Kuchnia była na wprost drzwi od mieszkania, moje dziecięctwo to koniec lat 70-tych, podstawówka to początek 80-tych. Drzwi nie zamykało się na klucz, a sąsiadki, do których mówiłam per Ciociu, wchodziły do domu zapukawszy, bez czekania na pozwolenie wejścia. Co wtedy było? Niewiele, jak w filmach, naprawdę niewiele. Ale była Mama i była jej maszyna na stole. I każdy kto wchodził do mieszkania, wchodził wprost na Mamę. Tu muszę się powstrzymać, bo chyba mogłabym napisać opowieść o naszych dziecięcych latach :) Dłuuugą. Nie mieliśmy wiele, właściwie mało, ale zawsze miałam cudnie odszyte bluzki, z falbankami, niepowtarzalne, spódnice, spodenki, spodnie, sukienki. Na komunię, komers, na okazje, moja siostra miała piękną bluzkę na maturę (z koronki z tej bluzki, uszyłam jej sentymentalne poduszki-do obejrzenia tutaj ), sukienkę na studniówkę. Dosłownie wszystko. Mojej siostry jednak do maszyny nie ciągnęło, a mnie owszem, nawet wykańczałam sobie różne rzeczy sama , tu przyszyć, tam podwinąć. Super :) Potem, kiedy byłam większa, dużo rzeczy robiłam sobie sama, ozdabiałam męskie koszule, które uwielbiałam nosić oczywiście za duże, malowałam koszulki, zmieniałam kolor butów, szyłam torebeczki na szyję, które haftowałam w lilijkę, harcerską i to nie tylko dla siebie. Wiele czasu poświęciłam kiedyś na to, aby naszyć na dżinsowe spodenki małe łatki, nawet nie wiedziałam, że nazywa się to patchwork, mam nawet zdjęcie gdzieś, w pudle z pamiątkami :) Wszystko to można teraz nazwać DIY, ale kto to wiedział w tamtych czasach? Szyciem zajmowałam się potem okazjonalnie, miałam sobie coś podwinąć, naprawić, więc jechałam do Mamy albo pożyczałam maszynę. Nigdy jednak nie szyłam nic dużego, wydawało mi się, że nie potrafię.Zresztą, Ci, którzy mnie znają-wiedzą, że moja wiara w siebie jest wielkości ziarenka, może teraz już bardziej jest to ziele angielskie niż pieprz,i chyba rośnie :) I tylko powtarzałam sobie-gdybym ja tak potrafiła, to by było fajnie...ale ona pięknie szyje-ta to ma fajnie... i tak do znudzenia. I naprawdę myślałam, że nie umiem :)

4. Co najbardziej sprawia Ci przyjemność? 

Największą przyjemność mam wtedy, kiedy widzę roześmianego malucha miętoszącego uszytego przeze mnie pluszaka. I wtedy , kiedy moje dzieci mnie o coś poproszą a ja to uszyję. I wtedy , kiedy naprawdę widać, że komuś się podoba, że jest zadowolony. A teraz latam ze szczęścia, bo zaczęłam szyć spodnie i czapki, i są wg mnie świetne, i kiedy widzę moje dzieci ubrane w to co ja uszyję-to po prostu pękam z dumy. Chyba przy niczym nie byłam tak dumna, jak przy pierwszych spodniach niepodległościowych (tutaj). Biegałam z nimi po domu i ściskałam każdego, tego z biegunką, tego z gorączką i zestresowanego małżonka, bo akurat dzieci chore były. 



5. Jak godzisz obowiązki? Przy dwójce dzieci nie jest to przecież łatwe. 

Kolejne pytanie dotyczy godzenia pasji z domem i obsługą dzieci. No więc na tym polu poległam raczej. Nie da się tego pogodzić. Nie jestem w pracy 8 godzin , aby potem to zostawić i zająć się domem tylko. I nie chodzi o to, że mam mnóstwo zamówień, chodzi o to, że jak mam pomysł, i chcę go zrealizować to mnie to męczy, dopóki tego nie zrobię. Z drugiej zaś strony, mam dwoje małych dzieci, na 2 tygodnie , oni przez 1,5 są chorzy w domu. Wtedy panuje kompletna dezorganizacja. Siądę przy maszynie a tu co chwila-Pić, jeść, siku, bajki, a gdzie jest, a daj mi, a przytul mnie, zaopiekuj się, a dlaczego, a Maciuś to a Michaś tamto. Szał kompletny. Szyję po kilka minut i idę do czegoś innego. Czasem przykro mi patrzeć na moje mieszkanko, które kocham, a dla którego nie mam  teraz wystarczającej ilości czasu. I przede wszystkim, nie mam też tego czasu dla dzieci tyle ile bym chciała. Nawet jak nie mam zamówień, staram się coś robić, aby te zamówienia zdobyć. No i tak to się kręci.

6. Czy warto realizować swoje pasje? 

Warto realizować swoje pasje, kiedy tylko oglądałam cudze prace, zachwycałam się i powtarzałam ochając i achając "gdybym ja tak umiała", czułam się jak przyklejona do krzesła. Chciałam a nie mogłam. Frustrujące. Nie stać mnie było na cuda, jakie oglądałam, pragnęłam je mieć i nie mogłam. Teraz nadal nie stać mnie na te cuda, ale większość mogę sobie po prostu uszyć. Choćby tylko dla siebie i swojej rodziny-warto te pasje realizować. Póki nie zacznie się tego robić, człowiek nigdy nie poczuje się spełniony. Nie mówię, że każdy musi coś robić, bo nie każdy potrzebuje, ale jeśli komuś coś w duszy gra-to musi chwycić za instrument aby uwolnić tę muzykę :)


7. Gdzie można kupić Twoje projekty? 

Moje dzieła można kupić poprzez FB, mam tam swój funpage'owy profil, gdzie można wszystko obejrzeć, można do mnie napisać, omówić szczegóły. Wybór koloru, wzoru i wielkości oraz w ogóle rodzaju projektu-zależy tylko od Waszych preferencji :) Jeżdżę też na targi, jarmarki i kiermasze, namówiła mnie koleżanka i jestem jej bardzo wdzięczna , bo wspaniała sprawa. Bycie Panią Sprzedawczynią właściwie bardzo mi się zawsze podobało :) Nie lubię tylko, jak ktoś ogląda, podoba mu się a jak się dowie o cenie, jest niemiły, robi kwaśną minę i odkłada towar zniechęcony. Jest mi wtedy bardzo przykro. Nie mam hurtowych rabatów, wszystkie materiały kupuje w detalu, poświęcam na uszycie każdej rzeczy czas- mój, moich dzieci , mojego męża, energie -moją i maszyny, materiały, nici, zużycie sprzętu. Bardzo wiele godzin. Człowiek tak naprawdę docenia to dopiero wtedy-kiedy sam tego doświadcza. Nadal mnie nie stać na rękodzieło u innych, bardzo podobają mi się Tildy ale są dla mnie za drogie. Teraz jednak wiem dlaczego są takie drogie, i rozumiem cenę. Nikt nie chce pracować za darmo w zakładach pracy prawda? Więc nie wymagajmy tego od rękodzielników. 

8. Twoje rady dla początkujących, którzy myślą o szyciu?

Rady dla początkujących-kimże jestem aby radzić? Sama non stop czegoś próbuję i potrzebuję porady :) Może taka jedna, najważniejsza rada. Zamiast myśleć o tym co byś zrobiła, po prostu to zrób. I nie trzeba inwestować, można pożyczyć od kogoś maszynę, spróbować czy to dla Was, a jak się uda-wtedy już nie ma przebacz, wsiąkłyście na amen :)





Asiu, dziękuję Ci serdecznie za rozmowę i podzielenie się z innymi swoją pasją. Życzę Ci jeszcze więcej pomysłów w głowie i ich realizacji. 

Natalka ma już apaszkę Joasi, same wybierałyśmy kolory ;) 






21 komentarzy:

  1. Moja maszyna i zbierane przez cały rok Burdy też nabierają mocy ;) Post to kolejny dowód na to, że marzenia się spełniają tylko trzeba się odważyć i zrobić ten pierwszy krok, jak to sama pani Joanna powiedziała.

    OdpowiedzUsuń
  2. cudowne rzeczy tworzysz :)))

    pozdrawiam dziewczyny :)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Ahhh jak ja podziwiam takie osoby:) ja niestety z tych, które pomysł mają, ale boją się go zrealizować:( ta niepewność siebie mnie wykańcza:(

    OdpowiedzUsuń
  4. Podziwiam , gratuluję. Wspaniałe pomysły , a przy okazji powrót do lat dziecięcych. Powodzenia !!! Natelce do twarzy z tą apaszką. Ala

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję Olu i dziękuję Dziewczyny :) Ja nie robię kariery, nie mam z tego wypłaty, nie umiem się przebijać i przeć do przodu, ale cieszy mnie to co robię i ta ilość ludzi, którym się to podoba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Asiu, więcej wiary! Ona potrafi zdziałać cuda! ;)

      Usuń
  6. Świetny pomysł na cykl, piękne hand made cuda i baaardzo inspirujący wywiad :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja myślę,że jak człowiek realizuje swoje pasje to i pieniążki z tego będą,prędzej czy później:) miałam taki czas kiedy wszystko chciałam sama w domu robić. Zaczynając od dekorowania porcelany,do szycia pościeli:) mieszkamy w szwecji i czasami ciężko dostać tu różnego rodzaju ozdobniki. To mnie troszkę zniechęciło.Skończyło się na razie na tym,ze poznałam,kamertony.Robię kurs i może też wystąpię w cyklu pomysł na siebie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kamertony? Musisz mi udzielić wywiadu ;)
      Jeśli jesteś chętna pisz na maila, baędzie mi bardzo miło ;)

      Usuń
  8. znam bloga Joasi i podziwiam jej prace. a szczególnie "barwność".
    świetny cykl sięzapowiada

    OdpowiedzUsuń
  9. twój blog jest rewelacyjny, zdolna z ciebie kobitka:) sama chciałabym zacząc pisać bloga nawet mam pomysł ale nie wiem jak się za to zabrać od strony technicznej, jestem kiepska w te klocki:) pozdrawiam Monika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięuję bardzo! ;) Kiedy zakładałam bloga, od strony technicznej również miałam kiepskie pojęcie na ten temat, ale nie wolno się poddawać,proszę spróbować;) Z czasem wszystkiego można się nauczyć ;)

      Usuń
  10. O tak,potwierdzam. Coś w Pani jest takiego,że ma sie ochotę pogadać :D oczywiście dobre teksty również:) Chętnie opowiem o kamertonach. Zrobię jednak najpierw kurs bo troche się jeszcze nie pewnie czuje,żeby o nich mówić innym. No chyba tyle na razie,że są super:D
    http://wspolczesnamama.pl/nie-ma-dietynie-ma-jojo/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak tylko zrobisz kurs, zgłoś się do mnie na wywiad! Z miłą chęcią poznam co to są te kamertony :)

      Usuń
  11. Najbardziej podobają mi się chyba apaszki. Są prześliczne:)

    OdpowiedzUsuń