czwartek, 27 września 2012

Cudowna połowa dnia, szkoda że nie cały dzień

Znów klapa, relacji z koncertu dziś nie będzie, już prawie wszystko przygotowałam, napisałam post, wkleiłam zdjęcia i chciałam wrzucić filmiki, ale nie wiem dlaczego nie chcą się załadować, czy nie wiecie jaki robię błąd, za duży plik?
Miałam znaleźć czas i poszperać w necie, co źle robię i jak wkleić filmik, bo chciałam Wam pokazać wszystko, jak grała Emilka w niedzielę również!

Ale czasu nie znalazłam, bo stało się małe nieszczęście, już Wam wszystko wyjaśniam.

Dziś dzień był cudowny, przyjechała moja mama, dzieli nas prawie 100 km, pracuje jeszcze mimo swej emerytury, ale wzięła dzień wolny i zabrała się autobusem do nas. Jurek cały dzień w pracy, Emilka w szkole, a my z mamą nie mogłyśmy się nagadać, mimo że rozmawiamy codziennie przez telefon, teraz też buzie się nam nie zamykały:)
Natalka próbowała oczywiście nam w tym przeszkodzić, ale się nie dałyśmy! Oczywiście była też zabawa z babcią i w domku i w ogrodzie, potem spacerkiem po Emilkę do szkoły, obiadek w restauracji i małe zakupy! Cudownie!
Wróciłyśmy z Emilką i Natalką do domu, po uprzednim odprowadzeniu babci na przystanek autobusowy, wesołe trzy kobietki, odłożyłyśmy wózek na miejsce i z zakupami wchodziłyśmy po schodach na pięterko. Emilka trzymała Natalkę za rączkę, ale ona ma tyle w sobie energii, ze spokojnie nie potrafi wejść na górę, tylko obraca się na wszystkie strony i w tym momencie, za mocny obrót Natalki spowodował jej rozpaczliwy płacz!
Myślałam, że to chwilowe, że zaraz przejdzie, że ma kolejny kaprys. Ale nie! Nic ją nie interesowało, nie chciała nawet mojego cycka, zanosiła się coraz większym płaczem, trzymając się od czasu do czasu za rączkę. Już wtedy domyśliłam się że coś się stało.

Uwierzcie, takiego strachu dawno nie doznałam. Minęło 30 minut, a Natalka nadal wyła!
Zadzwoniłam na pogotowie, tam po zadaniu mi paru pytań, stwierdzili że dziecku nic nie ma, mam podać paracetamol i przejdzie. Myślałam, że jeszcze raz zadzwonię i powiem straszne rzeczy, tak bardzo chciałam, żeby ktoś jej pomógł. Do Jurka nie dzwoniłam, jego praca jest 50 km dalej, no i po co mam go denerwować.
 Przyszła za to siostra Jurka i pojechałyśmy na Izbę przyjęć. Natalka nadal była zapłakana.
Trzęsłam się i ja już ze strachu, a potem ze zdenerwowania, tym jak to u Nas wygląda opieka medyczna.
Oczywiście w Izbie przyjęć spędziłyśmy 4 godziny, z malutkim dzieckiem zapłakanym i w cierpieniach, bo jak się potem okazało miała  zwichniętą rączkę!
To nic że w szpitalu darła się w niebo głosy, lekarz wziął ją oczywiście bez kolejki, ale co z tego jak po prześwietleniu, które było koszmarem nie tylko dla niej, bo bolało ją, ale też dla mnie bo nie mogłam patrzeć jak cierpi i płacze, a ja nie wiedziałam co się dzieje. Potem czekałyśmy 1,5 godziny, na to żeby przyszedł do Nas chirurg dziecięcy, w tym czasie ze zmęczenia i słabości, Natalka zasnęła mi na rączkach.
Całe szczęście, bo chirurg nastawił rączkę, kiedy spała, owszem obudziła się ale było już po wszystkim.

 Emilka zapłakana w domu czekała na nas z wyrzutami sumienia, że to jest jej wina. Tak, pokrzyczałam na nią, bo jak to siostry szły po schodach, a jedna mądrzejsza od drugiej.
Kiedy wróciłam ze szpitala, przytuliłam Emilkę i wszystko sobie wyjaśniłyśmy, że każdemu mogło się to zdarzyć, że przecież musiała ją mocno trzymać inaczej mogła upaść na główkę.

Teraz już Natalka spokojnie śpi w swoim łóżeczku, ja zaraz też kładę się spać, bo późno już...a emocje opadają powoli.
Jak bardzo trzeba uważać, aby nie zrobić krzywdy małej istotce, która nam nic nie powie czy boli, będzie tylko krzyczeć z bólu.

Nawet nie miałam kiedy zajrzeć do Was, co u Was, jutro postaram się poprawić i ten filmik wrzucić z koncertu, może mi się uda..
Dobranoc


Mój mały łobuz, dzielny łobuz :)


18 komentarzy:

  1. Nie przejmuj się nami. Zajmij się Dziewczynami :-)
    Naprawdę fatalne zakończenie dnia... Ach cóż poradzić na te nasze Skarby?!
    Niech Natalce szybko goi się rączka
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale historia.. współczuję bardzo.. dobrze, że skończyło się dobrze.. Pozdrowienia.. cudowna ta twoja Natalka.. Emilka z resztą też :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. jest takie powiedzenie, ze przy dzieciach mozna miec oczy dookola glowy a i tak sie nie upilnuje :(
    zdrowka dla Natki i sil dla Ciebie, a i Emilke usciskaj rowniez - pewnikiem przejela sie bardzo a to moglo sie zdarzyc kazdemu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ohh i tak uważam, że jesteś w tym wszystkim opanowana! Ja to już bym milion tel, wykonała do Jacka, po czym wściekała się na wszystkich i wszystko dookoła, bo mojemu dziecku coś jest ! HEh, ze mnie panikara straszna.

    OdpowiedzUsuń
  5. ale sie dzidzia musiała nacierpieć zanim Ci "zapracowani" lekarze kiwneli reka .. krew zalewa // :/ ucałuj siostrzyczki od nas :) :**

    OdpowiedzUsuń
  6. Moja mama mieszka kilka bloków dalej, a i tak codziennie dzwoniemy do siebie i niemal codziennie się widzimy i jakoś zawsze jest o czym rozmawiać :) Chyba już tak jest z mamami.
    jej, takie maleństwo zwichnęło rączkę. Każdy chciałby zapobiec wszystkim możliwym wypadkom, ale nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkiego niestety. Dzielna jest i przeurocza :)

    OdpowiedzUsuń
  7. To jest właśnie polska służba zdrowia, u nas zamknęli izbę przyjęć w mieście i trzeba dojeżdżać 20 km :/ Dobrze, że mała rączki nie zlamała.

    OdpowiedzUsuń
  8. Bidulka malusia, to się nacierpiała :(
    Ale Emilki też mi szkoda, bo tylko godzin musiała czekać płacząc.
    Dobrze, że skończyło się tylko na zwichnięciu.
    Uściski dla całej Waszej trójki, by dziś od rana świeciło dla Was tylko słonko :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jeju, zdrówka dla Malutkiej, i sił dla Ciebie...

    OdpowiedzUsuń
  10. aż mi się łezka w oku zakręciła. Zdrówka dla małej, niech szybko zapomni o bólu. A filmik najlepiej wgraj na youtube i stamtąd wrzuć do posta ( ja tak robię). Buziaki

    OdpowiedzUsuń
  11. bardzo współczuję i zdrówka życzę.

    OdpowiedzUsuń
  12. ojej...
    dobrze, że wystarczyło rączkę nastawić.
    biedna Emilka w tym wszystkim, pewnie miała i am wielkie wyrzuty sumienia.
    tulę Was dziewczyny, co następną to mocniej!

    OdpowiedzUsuń
  13. przy dzieciach trzeba mieć oczy w tyłku...już wiele razy się o tym przekonałam ....dobrze, że już dobrze!

    OdpowiedzUsuń
  14. biedna kruszynka...
    czasem takie nieszczęście się zdarzy z małymi dziećmi o wypadek nie trudno
    całusy

    OdpowiedzUsuń
  15. dobrze, że wszystko pozytywnie się skończyło. ten Twój łobuz ma taką niewinność w oczach :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  16. az mi lezki stanely w oczach, dzielne malenstwo, nie potrafie sobie wyobrazic jak musialas sie bac:(
    tulam mocno

    OdpowiedzUsuń