wtorek, 22 października 2013

Poronienia co to znaczy dla kobiety



Mnie to dotknęło. Poronienie nie jedno, ale dwa. Kolejno po sobie.
Długo zastanawiałam się czy o tym pisać. Zmobilizował mnie post u Marylki, którą to również dotyczy.

Pięć lat temu zaszłam w ciążę. Już pod koniec drugiego miesiąca zaczęłam krwawić. Chwyciłam panicznie słuchawkę i domagałam się wizyty z lekarzem natychmiast. Usłyszałam, że już nic się nie da zrobić, że tak się dzieje, że to wiele kobiet dotyczy, że widocznie tak miało być.
 Zabieg. Rozmowa z anestezjologiem i decyzja o znieczuleniu miejscowym. W łóżku szpitalnym trzęsłam się cała z rozpaczy, z żalu. Sufit z aluminiowej folii lustrzanej, widziałam siebie słabą, wystraszoną, a nade mną lekarza.

Trzy lata temu zaszłam w ciąże. Byliśmy na wyspie Lanzarotte. Szczęśliwi. Powrót. W samolocie zaczęłam krwawić. Prosto z lotniska do lekarza. Wyrok. Serduszko nie bije. Szok. Nie potrafiłam oddychać, nie potrafiłam nic mówić, nic nie słyszałam. Zabieg. Rozmowa z tym samym anestezjologiem i decyzja o znieczuleniu całkowitym. Po którym wcale nie chciałam się budzić.

Dwa poronienia, jedno za drugim w tym samym czasie. Nie potrafiłam tego zrozumieć, otrząsnąć się i wyjść do ludzi. O te dwie ciąże starałam się długo, marzyłam wręcz o nich. Nie wszyscy potrafili tego zrozumieć, bo przecież miałam już moją ukochaną Emilkę. Ale ja chciałam, aby Jurek miał drugie dziecko, tym razem z jego krwi i kości. On też marzył.

Ogromna moja walka i determinacja, wydany majątek na prywatne badania, bo nfz ich nie obejmował, w końcu wyrok. Trombofilia wrodzona.( zespół antyfosfolipidowy) Wiedza o niej ratuje mi życie. Gdybym odpuściła, nie dowiedziałabym się o mojej chorobie, albo było by już za późno.
Bez tej wiedzy, każda moja kolejna ciąża kończyłaby się niepowodzeniem. Ciąża z trombofilią, to nic innego jak prawidłowe rozrzedzanie krwi, w postaci zastrzyków całe 9 miesięcy do brzucha.
To cud, że bez tych zastrzyków mam Emilkę.

Muszę jeszcze jedno napisać. Wiedza lekarzy na ten temat wówczas była żenująca ;(
Po roku poszukiwań odpowiedniego lekarza, znalazłam prof. Skrzyplec, to jej zawdzięczam że mam zdrowe  maleństwo ( jednak zawsze o moich dwóch nienarodzonych aniołkach,  pamiętam i mam w serduszku)

Ponad dwa lata temu zaszłam w ciążę z Natalką. W drugim miesiącu krwawiłam.  Zastrzyki na rozrzedzenie krwi pomogły, również moja wiara i siła, że będzie już dobrze ..



40 komentarzy:

  1. Współczuję tylu przeżyć i cierpień. Wiedza niektórych lekarzy naprawdę jest żenująca. Już kilka razy bym zeszła z tego świata, gdyby nie przypadek. Ostatnio życie mi uratowała zmiana pracy gdzie robili dokładne i szczegółowe badania wstępne, wcześniej już źle się czułam, ale lekarzom się jakoś nie chciało do tej pory szukać przyczyny. To był już ostatni dzwonek, na szczęście już jest po wszystkim, ale samo leczenie ile kosztowało mnie stresu i skutków ubocznych które zostały do dziś. O systemie leczenia nie będę się wypowiadać, szkoda słów. Trzymaj się i dbaj o siebie. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety wiele kobiet spotyka poronienie a lekarze zazwyczaj nic nie chcą z tym robić. Mnie też niestety to spotkało 2 razy po sobie, ale że byłam młoda to zdecydowaliśmy z mężem, że jeszcze nie pójdziemy na badania (zbyt kosztowne). Trafiłam wtedy na mądrą lekarkę, która powiedziała mi o problemach z krzepnięciem krwi przez co do malucha nie dochodzi pożywienie i powiedziała żebym profilaktycznie zaczęła w ciąży brać acard. Nie zaszkodzi a może pomóc. I po tym acardzie mam teraz cudownego synka :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak acard rozrzedza krew, ja go biorę do końca życia.

      Usuń
  3. Ja też mam to straszne doświadczenie za sobą. I nawet teraz uczucie straty wywołuje silne emocje.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kochana, wiem co przeżyłaś. Przeżyłam to osobiście, i do tej pory mimu upływu 4 lat nie umiem się z tym pogodzić. Mnie podczas badań na które się uparłam, oczywiście prywatnie itd. stwierdzono endometriozę. To najgorsze co może spotkać kobietę która bardzo pragnie swojego maluszka. Tej pustki i smutki nie da się zapełnić już niczym. Życie od tamtej pory jest jałowe i bez sensu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie potrafię wyrazić słowami jak mi strasznie przykro..

      Usuń
  5. Moje obie ciąże były zagrożone. Pamiętam ten strach który mi towarzyszył przy każdym złym samopoczuciu. Jejku jak ja się bałam poronienia.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jesteś niesamowicie dzielna i cierpliwa! A do dobrych ludzi dobre rzeczy zawsze przychodzą prędzej czy później :) Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  7. Współczuję bardzo. Strata dziecka jest stratą niewyobrażalną. Moje obydwie ciąże były zagrożone i jeszcze pamiętam doskonale jak drżałam ze strachu przez każde głupie ukłucie w brzuchu. Każdego dnia modliłam się, by donosić ciąże, by nic nie groziło mojemu dziecku. Teraz nie wyobrażam sobie, że mogłoby ich nie być .

    OdpowiedzUsuń
  8. Oczy mi się zaszkliły jak to czytałam.....Nigdy mnie to nie dotknęło i nie chcę sobie wyobrażać, co czułaś...Ja przez całą ciążę codziennie modliłam się, żeby dzieciątko żyło...Strach, że jego serduszko mogłoby przestać bić był tak wielki, że najchętniej to chodziłabym do lekarza codziennie, żeby to sprawdzić. Każdy dzień, kiedy nie budziły mnie ruchy mojego synka był potwornie stresujący.
    Współczuję tych poronień.Masz jednak w tym wszystkim szczęście, że udało Ci się urodzić dwie cudowne córeczki.
    Niestety problemy z zajściem czy utrzymaniem ciąży są teraz coraz poważniejsze i dotykają coraz większej liczby osób.
    Jedni moi znajomi od kilku lat się starają i nic....To młodzi ludzie- mają po 26 lat a już się leczą...Inni z zajściem nie mają problemów, ale z kolei właśnie z utrzymaniem..Mają po 27 lat...Lekarze nie potrafią powiedzieć dlaczego. Ale właśnie pomyślałam, że skoro wśród naszych lekarzy jest niewiedza w temacie trombofilii, to może właśnie u nich jest podobny problem...Tylko to tak trudny temat do rozmów....

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie wiem co przeżyłaś i jak wielki ból pozostał. Nigdy nie przeżyłam poronienia, więc nie wiem jak to jest.
    Jednak bardzo mocno Cię ściskam i tulę. Ciesze się, że przyszło Wam doczekać szczęśliwego rozwiązania i macie tak piękną córeczkę Natalkę :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Współczuję Ci bardzo, bo wiem co przeżyłaś. Mnie osobiście to nie dotknęło, ale moją mamę tak. Po mnie po ponad sześciu latach starań o dziecko w końcu zaszła w ciążę. Cieszyła się bardzo, bo też długo się z tatą starali. Niestety w piątym miesiącu ciąży mama poroniła. A wszystko przez to, że lekarze zaniedbali sprawę po moim porodzie. Mama powinna po urodzeniu mnie dostać immunoglobulinę anty-D. Wtedy byłoby wszystko dobrze. Nie podali jej jednak co koniec końców było wyrokiem dla mojego brata :( Do tej pory przeżywam to, że miałabym rodzeństwo.
    Tulę mocno :-***

    OdpowiedzUsuń
  11. Smutny post, ale gratulację za odwagę. Ja mam jednego synka - ma 17 miesięcy. I nigdy nie poroniłam.. za jakiś czas znów postaramy się o rodzeństwo dla Maciusia i daj Boże aby ciąża przebiegła prawidłowo jak ta z naszym pierworodnym. Niewiem czy tak szybko bym się pozbierała, ale wiadomo nie wolno tracić nadziei...

    OdpowiedzUsuń
  12. nie wiem co czuje matka, która traci dziecko...to uczucie nie do opisania. Dlatego tak bardzo się cieszę, że masz Natlakę, że walczyłaś...

    OdpowiedzUsuń
  13. Przykro mi z powodu Twojej straty. Nigdy nie przeżyłam tego, co Ty i nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić, co czułaś. Jestem z Tobą.

    OdpowiedzUsuń
  14. Serdecznie Ci współczuję. Twoje dziewczynki są śliczne. Ciesz się ich zdrowiem i urodą a za Aniołki pomódl się od czasu do czasu, bo one pewnie czuwają nad Waszą Rodzinką. Serdecznie Cię pozdrawiam.
    http://balakier-style.pl/

    OdpowiedzUsuń
  15. Olu, ja nie zdawałam sobie sprawy, że aż tak dużo dziewczyn ma to doświadczenie poza sobą i wszystkie przeżywają stratę dziecka podobnie. Myślę, że nie da się opisać tego uczucia, tej bezsilności. Właśnie najbardziej bezsilność mi towarzyszyła i taki żal do świata, do Boga, dlaczego to ja?????? Dlaczego znowu miałam pecha? Dlaczego nie zasługuję na dziecko? Co ja takiego zrobiłam, że jestem gorsza od innych kobiet? Dlaczego....? Dlaczego...?
    Dziękuję za post!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja Tobie dziękuję za mobilizację i odwagę. W końcu spotkało nas to samo. pozdrawiam!

      Usuń
  16. Nie wiem Olu co napisać chyba nic nie będzie odpowiedniejsze jak: Gratuluje Ci wiary, wytrzymałości i wspaniałych Dwóch Córek!
    Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
  17. też mam za sobą stratę dziecka..pierwszego..w ósmym tygodniu...czasami się zastanawiam jakie by było...
    ten czas, gdy je straciłam był strasznie ciężki...cieszę się, że udało mi się zajść w ciążę po raz drugi i choć też jej początek spędziłam w szpitalu, to na szczęście skończyła się szczęśliwie - mam wspaniałego syna:)
    Olu...bardzo Ci współczuję..i podziwiam za determinację...jesteś wspaniałą dziewczyną i masz dzięki temu śliczną córeczkę...dwie cudne córcie:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, nie wiedziałam. Jak zaskakująco dużo kobiet poroniło..
      Cieszę się, że jednak Ci się udało i masz syna ;)

      Usuń
    2. przydałaby mi się jeszcze córeczka, ale tak wyszło..
      cieszmy się Olu, że mamy fajne zdrowe dzieci:))

      Usuń
  18. mój boże, coś strasznego przeżyłaś, podziwiam Cię za to jaką teraz jest pozytywna osóbką ;*

    OdpowiedzUsuń
  19. Widocznie wielu kobiet to dotyczy. Ja u siebie w rodzinie nie znam takiego przypadku, ale kilka pokoleń wstecz owszem. Z tym, że wtedy medycyna była na niskim poziomie. Teraz z kolei jest też wiele par, które nie mogą zajść w ciążę. Dobrze, że medycyna idzie do przodu. W każdym razie zgadzam się, że super widzieć jaką masz fajną rodzinę i że jesteście pozytywnymi ludźmi. Pozdrawiam i powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. poronienia wcale nie są zjawiskiem dotyczącym kobiet sprzed kilku pokoleń... kobiety cały czas są na nie narażone i nie zawsze udaje się poronieniu zapobiec...jest mnóstwo przyczyn je powodujących; często kobiety nawet nie wiedzą, że poroniły - są to tzw. poronienia samoistne, całkiem naturalne...
      pracowałam w szpitalu jako położna, to ciut o tym wiem:)

      Usuń
    2. Tak, to prawda. Poronienia nadal są i nic się nie zmieniło ;(

      Usuń
  20. Ehh ja tak samo poroniłam 2 razy. Coś strasznego. Najgorszy to ten zabieg i lekarz ,który szykując mnie do niego żartował sobie z anestezjologiem a ja zalewałam się łzami. Trafiłam w końcu na wspaniałą lekarkę która zrobiła badania od A do Z i wyszło wszystko. Przebyta toksoplazmoza, cytomegalia, tarczyca oraz prolaktyna i tak jak Ty krzepliwośc.. 9 msc zastrzyków i tabletek na podtrzymanie. I oto jest moja wspaniała wyczekana Lili ;) Choć znowu walcze z prolaktyna wierze, że jeszcze się uda !
    Sciskam mocno ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, Ty również nie miałaś łatwo, wspaniale, że masz swoją wyczekaną Lili ;)

      Usuń
  21. Nie wyobraząm sobie takiej straty. Ale walczyłaś i masz dwa cudy, podziwiam Cię ! :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja również mam to za sobą i nawet teraz wracam czasem do tego myślami. Cieszę się że o tym piszesz, bo ja sama też często o tym mówię tak czuję, więc tak robię pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  23. Przeszłaś dużo, ale masz siłę :* Też poroniłam w 2009 r moją kruszynkę, nie znaliśmy przyczyny, jako dziecko miałam nowotwór złośliwy tarczycy, mówiono, że nie zajdę w ciąże, a dziś jestem mamą, mamą razy 2.

    OdpowiedzUsuń
  24. Mam za soba 3 poronienia zatrzymane, 3 koszmary, 3 tragedie. Zarodek obumiera okolo 6 a 7 tyg. Po 2 ciazach stwierdzono u mnie zespol antyfosfolipidowy. Mimo wielu badan, lekow , diety, zastrzykow, wlewow dozylnych 3 ciaza takze obumarla. Szukam nadziei i wiary. Czy mam sile... ile jeszcze wytrzymam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi przykro. Myśle, że w końcu sie uda, przy tombofilli wszystko sie może zdarzyć, wiec ciąża zakończona pomyślnie również. czas, mija szybko...on uleczy rany, a i w końcu da Ci dziecko. Trzymam kciuki!

      Usuń
  25. Myślę, że ktoś kto nie stracił upragnionego dziecka, nie może sobie wyobrazić bólu jaki wtedy towarzyszy kobiecie. Obezwładniająca niemoc i bezsilność przewraca świat do góry nogami. Poroniłam swoje maleństwo w 9tyg. i również pisałam o tym na blogu.Ból był tak silny, że najchętniej krzyczałabym do całego świata z pretensjami i żalem :( ale to i tak nie wróci mi niczego...

    OdpowiedzUsuń
  26. Zacznę od dobrych wieści: mam śliczną, zdrową, ponad 3 miesięczną córeczkę. I to jest najważniejsze, tylko to się liczy. Niestety 3 lata temu nie było tak kolorowo. Zaszłam w ciąże bardzo szybko, tryskałam energią, aż w weekend zaczęłam plamić, do tego doszedł ból brzucha, w szpitalu dano mi czopki z hormonami ale w pn w łazience straciłam to co było mi dane tylko na parę tygodni. Nieświadomie zaszłam w ciążę po kolejnych 3 miesiącach. Mówiono, że za szybko, ale teraz już wiem, że nie to było przyczyną. Tą ciążę również straciłam, płód się nie rozwijał, zdecydowaliśmy po 8 tygodniach na zabieg. Byłam zła, nie rozumiałam i nadal nie rozumiem dlaczego coś jest nam dane a potem odbierane tak brutalnie...Abyśmy bardziej byli wdzięczni potem? Na szczęście trafiłam na wspaniałą lekarkę, która wykonała badania i stwierdziła co było przyczyną: Mutacja MTHR podwójna i faktora V R2. Nie wiedziałam czy chcę znów próbować, pomimo jej optymizmu. Wróciliśmy do kraju, zaczęłam pracę, stałam się silniejsza i zdobyłam się na odwagę. Kilka testów później udało się:-) Tym razem wierzyłam i czułam, że będzie dobrze, nie bałam się. Trochę się namęczyłam w tej naszej Polsce by przepisywano mi Clexane na NFZ...szkoda słów, ale w końcu przyjmowałam 0,4 przez całą ciążę i Acard 70, odstawiłam na 2 tyg przed terminem. Nikola przyszła na świat przez CC z powodu braku postępu a lekarze bali się bym była dłużej bez zastrzyków. Moja córcia ważyła 4480:-)jest zdrowa i pełna energii:-) Przez kolejne 10 tygodni brałam Clexane 0,4 ( bo tyle miałam zastrzyków ), a obecnie nic, ponieważ karmię piersią i lekarz nie zalecił niczego, bo nie miałam żadnych epizodów. Uważam, że tak miało być, że mój los miał tak się potoczyć. Wiem też jednak, że nie próbowałabym już więcej i nie zdecyduje się na kolejne dziecko. Nie ma co kusić losu. Pozdrawiam wszystkie przyszłe mamy i te, które się wahają.

    OdpowiedzUsuń