środa, 20 czerwca 2012

Codzienne spacery z Natalką

Rok temu, kiedy mała Natusia się urodziła rozpoczęłam z nią cykl codziennych, niezależnie od pogody, długich spacerów.
 Zawsze przed 12-stą w południe, oznajmiała mi swoim uroczym sposobem, czyli krzykiem i płaczem, że już pora wyjść! I tak nasze spacery trwały nawet 3 godziny, Natusia grzecznie i smacznie spała sobie wygodnie w wózeczku, a ja pchałam wózek przed sobą dopóki Natusia się nie obudziła.
Wychodziłyśmy nawet kiedy były zimą wielkie mrozy, czy deszcze, naprawdę nie opuściłam ani jednego dnia;-)
Przyzwyczaiłam się do tych spacerów, to był jak trening na bieżni, to był mój sposób żeby wrócić do rozmiaru sprzed ciąży, a w domu nie zawsze się chce ćwiczyć, lub poprostu na to nie ma czasu.
Spacery poprawiały mi humor, miałam dużo czasu na przemyślenia i czułam się szczęśliwa kiedy zaglądałam do wózka i widziałam moją kochaną doczekaną Natusię. Zostawiałam czasami w domu bałagan, nie poprasowane, nie pozmywane, ale spacer zawsze musiał być.
 Mogłam przecież postawić wózek z  Natusią śpiącą słodko na ogródku i zająć się domem, ale ja wolałam spacery, musiałam wyjść z domu i oddychać świeżym powietrzem, tym bardziej że Natalka również kochała kołysanie wózka i spanie w nim bardzo długo.
Pisałam w czasie przeszłym, mimo że do dziś spacerujemy codziennie o tej samej porze, to Natalka już niestety tak długo nie śpi i nasze spacery są krótkie, dorośleje moje maleństwo;-)
Teraz już nawet nie chce siedzieć w wózku, kiedy się obudzi wstaje na równe nogi i żadna siła jej nie powstrzyma od pozostania w nim.
Teraz to wygląda tak, że jak Natusia się obudzi, to ją noszę na rękach, albo biegam za nią kiedy drepta na nóżkach, najgorsze kiedy chce iść w inną stronę, pcham wózek i jeszcze zakupy;-)
Dobrze że Jurek pracuje co drugi dzień i kiedy ma wolne, zawsze stara się z nami iść na spacer, wtedy on robi wszystko co tylko Natusia chce, idzie tam gdzie ona chce, nosi ją na rączkach i całuje po rączkach;-)
Dopóki to możliwe, nie zrezygnuję ze spacerów, są one nierozłacznym naszym trybem funkcjonwania, dają świeżość i spokój, kiedy czasami naprawdę jestem już zmęczona i bycie w domu mnie przytłacza,  lepiej wyjść i pooddychać, zostawić wszystko za sobą, a po takim udanym spacerze, do domu wraca się z uśmiechem i kawa lepiej smakuje;-)



5 komentarzy:

  1. gdy urodziła się Emilka także miałam plan codziennych spacerów, nie powiem, że przez 10 m-cy dzień w dzień wychodziłam, wyjątki były sporadyczne, np. choroba, mróz -20.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja nie odpuściłam, wychodziłam nawet w mrozy - 20, oczywiście spacer był krótszy, nawet kiedy mocno padał deszcz. Nic nie było nas straszne.
    Natalka raczej nie chorowała, a jak miała katarek , spacer i tak był, lepiej się wtedy jej oddychało i spało właśnie na świeżym powietrzu;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. My z katarkiem też wychodzimy. Wyjątkiem jest tylko gorączka. No i ulewny deszcz ;p

    OdpowiedzUsuń
  4. My też codziennie spacerujemy, nawet jak mały miał zapalenie oskrzeli chodziliśmy na spacerki tak jak nam zalecił lekarz (oczywiście mały nie miał gorączki)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja też lubię spacery, zwłaszcza jak w ostatnich dniach była taka piękna pogoda. Czasami idziemy na spacer już o ósmej rano żeby mógł przejść się z nami przed pracą mój mąż. Cudownie jest rozpocząć dzień takim rodzinnym spacerkiem:)

    OdpowiedzUsuń